Jacek Dehnel
Born 01. 05. 1980 in Gdańsk, Poland. Studied in the Interfacultative Individual Studies College at the Warsaw University, graduated from the Polish Language and Literature faculty. Lives in Warsaw. Published poems in many literary magazines, including "Kursywa", "Kwartalnik Artystyczny", "Lampa", "Studium", "Topos", "Tytuł", "Undergrunt". Writes columns for Wirtualna Polska and "Polityka" Translates poetry (among others: O. Mandelshtam, W. H. Auden, Ph. Larkin, G. Szirtes, K. Verdins) and lyrics (for example songs to A. Piazzolla's music). Deals also with painting and draughting. Received numerous prizes in poetry and prose competitions. Awarded with Koscielski Foundation Literary Award in 2005 and Paszport Polityki for the year 2006. Nominated for Angelus (2007) and Nike (2009) awards.
Mysterien Sonate – Zwiastowanie
Jest prawie północ, na podwórcu straże wymieniają hasła, skwierczą pochodnie, w pałacowych kuchniach gdaczą kury i perliczki, ktoś kładzie kartę, krzycząc ze śmiechem „Jopek!”, a Heinrich Ignaz Franz Bieber, wicekapelmistrz w służbie księcia-biskupa Karla Liechtensteina-Kastelkorna z Ołomuńca, pisze anioła.

Jest prawie północ i wiatr wprawia w drżenie okrągłe gomółki szkła, wyje w kominie, szeleści w ligustrach, a Heinrich Ignaz Franz Bieber, angelolog, ornitolog i entomolog, notuje jak anioł wpada przez małe i niewygodne okienko domku w Nazarecie, osiada, wygładza dłonią fałdy złotogłowiu, znów się podrywa, trzepoce, bije wielkimi skrzydłami o ściany, zrzuca ze stołu wrzeciono i drewniany talerz, który twardo dudni o podłogę; jak zawisa nad podłogą i wisi na sumie drobnych uderzeń piór o gorące powietrze, furkoce w kłębach purpurowo-złotych szat, w haftowanych dalmatykach i kapach, spiętych broszą, ogromną, ale przecież nic nieważącą, jak krąży wokół świecy, raz, drugi, trzeci – i wypada przez okno, tak zaaferowany swoim lotem, że nie miał czasu na nic innego.

Chuda, żydowska dziewczyna podnosi się z podłogi, otumaniona, i odkłada na stół talerz i wrzeciono (co zostaje dla porządku odnotowane przez klawesyn).

Warszawa, 2. IX. 2011
Author's log
11-10-11 23:55
Nauki tolerancji i ekologii w sklepie mięsnym na Ordynackiej: "To co panu jeszcze dać...? Hiszpańska, chciał pan jeszcze tej hiszpańskiej..." "...węgierskiej." "Tak, nie węgierskiej, hiszpańskiej, pomyliłam." "Obojętnie której. Nie będziemy nacjonalistami." "O tak - zawiedzionym tonem - bo teraz to już nie wypada..." (kroi) "...zapakuję panu w torebkę." "Nie, dziękuję." "Ale mam." "Ale dziękuję, zapakuję tutaj. Im mniej toreb w przyrodzie, tym lepiej." "O - tonem "witamy was z szacunkiem, przedstawiciele wyższej kultury" - pan to jest jak pani Iza Miko!" "Tak?" - zapytałem i wyszedłem.
09-07-10 14:03
Zapraszam serdecznie: http://www.tajnydetektyw.blogspot.com/ a tam: Banaszkiewiczowa zawstydza celebrytyki, Skowrońscy grasują, a granatowa policja aresztuje fabrykanta listów miłosnych!
25-05-10 01:47
Na długim łuku wzgórza ponad Beauval, tuż za rozłożystą hurtownią fosfatów, niską budą z metalu i siwego betonu, odgrodzone od szosy słupami elektryczności – te strome dachy i ceglane wieżyczki, najeżone chorągiewkami, gzymsami i kominami. Architektoniczna bomboniera. Ponad gałęziami bzów i cisów, przegiętymi przez ogrodzenie, łuszczy się farba z zatrzaśniętych na amen okiennic, opuszczonych żaluzji. Brzózka w samej bramie jak wyrzut, że nikt tędy od lat nie przechodził – choć jest może jakaś boczna furtka i jakiś dozorca, wietrzący pokoje, doglądający dachu? Gipsowe kartusze, tralki, zworniki, wzorki z różnobarwnych płytek i cegieł, rozkruszane przez dzielny bluszcz. Jeśli podejść od drugiej strony, widać przez kuty parkan stare stajnie z malowanymi na zielono drzwiami, a wyżej emaliowane tabliczki. Imiona dawno zmarłych koni: Esperance, Ruffian, Mandoline, nie mających pojęcia, że dziś święto w miasteczku, siedmioletnie dziewczynki w różowych bodies idą za samochodem z głośnikami do taktu umyck umcyk, machając srebrnymi bâtons, a ich duże matki i ciotki drepcą po bokach mówiąc "c'est adorable!": przechodzą pod domem z kolekcją gipsowych figurek w oknach, na dachu plastikowy flaming.
03-10-09 22:36
Ojciec N., słynny poeta konkretny, pracował przez lata u Rosenthala i w imieniu firmy zapraszał do współpracy wielkich artystów. Dali, Moore, Warhol zostali ojcami chrzestnymi jego synów. „Ja już się nie załapałam – mówi nieco przygnębiona N., ich przyrodnia siostra – dla mnie został tylko Dürrenmatt”.
01-08-09 18:07
W przerwie między projekcjami poszliśmy do Muzeum Miasta Wrocław. W sekcji nazistowskiej pejcze, pasiaki, mundury esesmanów; przechodzę, a Pietia pyta: "Czy tym ostrzem ścięto twoją ciotkę?" - i rzeczywiście, przeoczyłem złożone w wielkiej, czarnej kasecie, ostrze gilotyny, którą w czasie wojny ścinano w Breslau. "Pewnie tym - odpowiedziałem - chyba, że mieli kilka gilotyn." Była siostrą mojego pradziadka - starą panną, nauczycielką, harcerką, wpadła przy pracy nad patriotyczną gazetką. Został po niej list z celi śmierci. Ostrze było największym eksponat w całej gablocie, jak mogłem je przeoczyć? Dlaczego je przeoczyłem?
28-06-09 11:32
Warszawa, Plac Piłsudskiego, Wielki Krzyż Papieski pierdyknięty przez św. Hannę Gronkiewicz-Waltz, pod Wielkim Krzyżem Papieskim kwiaty i znicze. Napisy: MICHAEL, WE LOVE YOU!
28-01-09 12:05
Aukcja na Allegro „Zestaw okulisty lata 20-te”. Raczej zestaw optyka: czarna walizeczka, w niej kartonik pełen owalnych szkieł, zaśniedziałe zauszniki, kawałki oprawek, paski sprężyjacego bimetalu i mostki do binokli. Ze sto sztuk, kopczyk. Można coś wyremontować, użyć, zanieść do miłej pani optyk na dole Tamki, która mówi do nas: „Perło oczu moich”. Ale jeszcze zanim wcisnąłem "zalicytuj" ktoś, kto był u nas z wizytą, mówi: o, skrzyneczka Auschwitz. I nie da się od tego uciec. Skrzyneczka Auschwitz osiąga cenę końcową, idzie przelew, poczta wiezie ją, zawiniętą w bąbelkową folię i papier pakowy, z ulicy Wojewódzkiej w Katowicach na ulicę Konopczyńskiego w Warszawie, listonosz dzwoni dwa razy, jak zawsze: do bramy, potem na klatkę. Jesteśmy zatruci tą nazwą, na zawsze.
19-12-08 20:20
Bufet teatralny, pani obok zamówiła kakao, rozlała, przeprasza, że się rozlało. "A nawet rozlao" - żartuję z rymu. "A tak - uśmiecha się pani - bo to rymuje z kakało". Zdjęcia do "Łossskotu" w sklepie wielobranżowym, z nudów w przerwie przeglądam gazetkę "Kontakty". Kontakty rozmaite, w tym towarzyskie (23-letnia Andżelika, u mnie albo u ciebie… itd.) i matrymonialne. A tu ileż wdzięku, jakbym czytał centony matrymonialne Justyny Radczyńskiej. 1. Gliwice. Tenisista pozna czytelniczkę lub internautkę o bogatym wnętrzu. 2. Wdowa krakowianka szuka męża, nie kochanka! 3. Bezdzietny, prawie wolny, pozna panią, u której może natychmiast zamieszkać. Nie jestem materialistą, mam temperament. 4. Atrakcyjna i foligranowa (sic!) blondynka z domem w Myślenicach pozna pana lubiącego pracę w ogrodzie. 5.Wegetarianin pójdzie z panią o bogatym wnętrzu do teatru, czytelni. 6. Wdowiec zaprzyjaźni się z inteligentną krakowianką o światłych poglądach, wolną od nałogu tytoniowego i dewocji. 7. Kawaler w średnim wieku poślubi Panią, która zaakceptuje ze swoją rodziną oraz z nim wspólne zakupienie używanej koparko-spycharki w celach zarobkowych i zamieszka wraz z nim w jego dużym domu w sadzie. I tak co tydzień, bo to tygodnik. Życie ludzkie przepływa przez "Kontakty" jak ogromna rzeka: połyskliwa, czarna.
12-12-07 02:24
Wróciłem z Lublina i cały wieczór graliśmy z P. ciemnymi elfami, pokonując kolejne oddziały hydr, krasnoludów i asasynów; położył się już do łóżka i śpi, przy zapalonym świetle, zasłaniając oczy zagięciem ramienia, co zawsze mnie dziwiło. Że tak można. Że nie drętwieje to ramię, nie cierpnie. Widać można. A ja zasiadłem jeszcze na chwilkę do komputera (z którego znikły bory, podziemia i moczary) i przeczytałem na Gazeta.pl, że z Lipowej wywieziono jelonki. Postawili je tam... zaraz, dwa lata temu, trzy? Pamiętam, że zobaczyłem je w prześwicie ulicy i szedłem, jak zahipnotyzowany, wzdłuż całych neofilologii, i dalej, przez Dobrą, wzdłuż BUWu, aż dotarłem do trzech ślicznych różowych reniferów, wpatrzonych w Gwiazdę Północną czy inny jakiś punkt naniebny; kilka dni później przyjechał P. i wieczorem pokłóciliśmy się strasznie, o głupstwo pewnie, głupstwo zupełne, przecież nasza największa kłótnia była o to, czy jajko na twardo należy... more >>
Jacek Dehnel
fot. Emilian Snarski


Lala, Wydawnictwo W. A. B., 2006
Ph. Larkin - Zebrane, Biuro Literackie 2008
Ekran kontrolny. Biuro Literackie 2009
Saturn,Wydawnictwo W.A.B., 2011
Rubryki strat i zysków, Biuro Literackie 2011


Się pisze.


Blog o międzywojennych zbrodniach:
http://www.tajnyde...


Felietony w Wirtualnej Polsce:

http://ksiazki.wp....

"Uratować babcię" - Marty Mizuro recenzja z "Lali" w portalu Onet
http://czytelnia.o...

"„Lala” i cacka(nie) kulturalne" (A. Kropkiewicz, recenzja "Lali")
http://www.regalow...

"Bez płaczów, dąsów i rzucania mięchem" - wywiad (K. Mikurda, Biuro Literackie)
http://www.biuroli...

"Na dwoje Gombrowicz wróżył" - wywiad (A. Nowaczewski, Undergrunt)
http://undergrunt....


www.nieszuflada.pl

www.martagornicka....


(inne linki w bibliografii)


Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2020  Fundacja Literatury w Internecie