Jarosław M. Gruzla
Author's log
August 2017
2017-08-01 23:30
[CEL NIEUŚWIĘCAJĄCY ŚRODKÓW] Rzeczywistość jest esencjonalna. 100 % rzeczywistości w rzeczywistości. Natomiast świat, który znasz jest rozwodniony i rozmydlony. Jest tylko cieniem światła. A mimo tego odbija rzeczywistość. Co z tego, że to obraz złożony z nieskończonej ilości odbić składowych i dlatego wykrzywiony do granic możliwości? Nic. Taki jest układ. W każdym bądź razie im więcej zasłon albo może membran tym większa odległość od pierwotnego odbicia. Wiec im bardziej złożone przedstawienie tym więcej danych, które bardziej odbiegają od wielkości będących odbiciem esencji. Bo na poziomie zmienności można osiągnąć poziom pierwotnego odbicia czyli zbliżony do esencji. Można. Można. Tylko to nie oznacza, że to jest norma. Wielość jest organicznie związana z ruchem i zaciemnieniem. A rozświetlić je może tylko poznanie rozróżniające (vivekakhyati). Jednak pełne rozrónianie można osiągnąć tuż przed wyzwoleniem i kółko się zamyka. Jak więc poznawać prawdę, żyjąc w świecie wielorakich "rzeczy"? Jak "określić" cel egzystencji, nie mając dostępu do "rzeczy samej w sobie" (co się filozofom śni, że analizując, syntetyzując i segregując wielkości kognitywnie - mają ten dostęp)? Ot i zagwozdka. I właśnie przed taką stają naukowcy, kiedy piszą o najwyższym celu czy sensie ludzkiej egystencji w ujęciu soteriologicznym. Autorzy pochodzący z zachodniego kręgu kulturowego najczęściej używają w tych okolicznościach określenia "cel zbawczy". A czym jest zbawienie? O tym to najwięcej do powiedzenia mieliby ci, którzy chcieli wybawić czyli zbawić (a było ich zaiste wielu, bo chodzi o rolę społeczną i karmiczną, a nie o teologicznie wyekstrachowany produkt systemu religijnego). Kogo i od czego? Z udzieleniem odpowiedzi na to pytanie miałby trudności nie jeden mesjasz (gdyż jego karmicznie uwarunkowana potrzeba w konkretnej egzystencji była już przefiltrowana przez kody i wzorce kultury, w której się odrodził). Jednak zapewnić można, że rola tyleż niewdzięczna i bolesna (mógłby na ten temat coś powiedzieć nie tak odległy historycznie dezerter mesjanistyczny Jiddu Krishnamurti gdyby żył oczywiście, ale jest możliwe wejrzenie w wypisy z jego życia - patrz: W. Sady, Dziwne drogi życia Jiddu Krishnamurtiego - i tylko trochę żal, że on sam nigdy nie odkrył tego, dlaczego tak bardzo chciano go uczynić wybawicielem, a odpowiedź miał na wyciągnięcie ręki - patrz "bóle głowy" w jego w/w biografii), co specyficzna. A w chrześcijaństwie bycie zbawionym jest zaspolone ze zmarwychwstaniem, który to ideał soteriologiczny ma swoje początki w wizji Ezechiela: "Wstąpiło w nich ożywcze tchnienie i ożyli, i stanęli na nogach, rzesza bardzo wielka. (Ks. Ez. 37, 10)" Jednak jak tu i teraz taki ideał zrealizować? Ot co. Tym bardziej, kiedy odnosi się wprost do osiągnieć szamańskich (szaman wierzył, że w kościach zawiera się jego moc, a on ma zdolność odrodzić się na nowo ze swojego gołego szkieletu). Jednak nie jest to problem. Większość ścieżek duchowych ma swe żródło w technikach archaicznych wyróżniając w tym względzie właśnie szamanizm. Wśród nich jest także joga. Z tym, że nie chodzi jednakże o technikę, lecz o cel czyli określenie, po co się ją wykonuje i wyobrażenie sobie, gdzie ona ma nas doprowadzić. No a zmarwychwstać to raczej można po śmierci, a zjednoczyć się ze światem natury to fakt - tu i teraz. Tylko po co? Po co? - oto jest pytanie. Po co rozmawiać z duchami przodków i po co przepowiadać przyszłość skoro dawny lęk pierwotnej społeczności nie istnieje (oczywiście w świcie zachodnim, a nie np. wśród pemion amazońskich). Po co się oświecać, skoro nibbana jest nieokreślona („...istnieje coś, co nie jest ziemią, wodą, ogniem, powietrzem; nie jest ani nieskończoną przestrzenią, ani nieskończoną świadomością, ani nicością, ani też stanem świadomości ani nieświadomości, ani tym ani tamtym światem [...]. W tym, mnisi, nie ma przychodzenia, ani odchodzenia, ani utrzymywania się, ani upadania ani powstawania; to jest bez podstawy, niedzia-łające, bezprzedmiotowe". Ud 80, K. Kosior, Budda, Kraków 2007, s. 16), mimo tego, że jest wyjściem z tego, co znane („...jest coś, co jest niezrodzone, niepowstałe, niezrobione, niezłożone. Gdyby tego [...] nie było, nie byłaby znana ucieczka od tego, co jest zrodzone, powstałe, zrobione i złożone. Ud 83, ibidem). Po co się w końcu wyzwalać? Może dlatego, że wyzwolenie nie jest transem szamańskim, nie jest zbawieniem, nie jest też zjadnoczeniem z żadnym ze stwórców, ani oświeceniem. Wyzwolenie jest wyjściem ponad. W To, co istnieje. Tym jest cel starożytnej jogi. I nie zmienią tego wszelkie wedantyczne rewolucyjki, szamanistycznie zorientowane teoryki, niefrasobliwe ucieczki od esencji jogicznego wyzwolenia różnej maści naukowców. No, ale tak, oni nie wiedzą, co piszą. Bo czyż można określić prawdę tkwiąc w ludzkich pragnieniach, nawet jeśli są to wyższe potrzeby? (WYPISY WYZWOLENIA 14)
Jarosław M. Gruzla
fot. M. Malinowski


Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010
smak teraz, Elbląg 2003
Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998


Od maja 2010 r. do nabycia w krakowskim Wydawnictwie Miniatura (http://www.miniatura.info.pl/) jest najnowsza książka poetycka pt. Wersety o Nieograniczoności. Starsze książki: Kolej transsyberyjska i Smak teraz są do nabycia u autora.




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2017  Fundacja Literatury w Internecie