Jarosław M. Gruzla
Dziennik
Maj 2018
2018-05-26 02:57
[OPOWIEŚĆ o PRZEDSTAWIENIU] Dlaczego wyzwolenie nie jest powszechnie dostępne, a wyzwolić się jest trudno nawet temu, który poznał zasady funkcjonowania wszechświata dzięki pismom sankhji czy wedanty? Dlaczego gnoza może nie wystarczyć? Dlaczego? Ponieważ każdy rodzi się z potrzebą doświadczania tej czy innej roli, jakby był aktorem grającym w kilku przedstawieniach. A odgrywanie tych ról jest obarczone pewnymi ograniczeniami wynikającymi z samej organizacji tego teatralnego spektaklu. Wprawdzie istota wcielona poznaje swoje kwestie do odegrania, jednak dzieje się to pomiędzy jednym sezonem teatralnym a drugim, a kiedy już zaczyna się kolejny - traci wspomnienia i musi korzystać z pamięci zapisanej w podświadomości i ponownie wchodzić w znane sobie role. Jednak teraz już wyraża swoją świadomą wolę doświadczania tego, na co się przed sezonem zgodziła i zdecydowała. Może zmieniać kwestie, modyfikować znaczenie wybranych ról lub nawet porzucić je, ale zawsze, każda decyzja niesie ze sobą skutek, który gdzieś prowadzi aktora, gdzieś na ścieżce przedstawienia. A do tego aparat zapamiętywania aktora i narzędzie oceniania czy jego komunikowania się ze światem jest zbudowane w ten sposób, że dzieła jak samo przedstawienie - jest zbiorem odbić na powierzchni czegoś, czego nie tyle nie ma, ile co jest czystą, przejrzystą przestrznią czyli lustrem. Przy czym sam aktor też jest niczym przedstawienie - nie tyle nie istnieje, co jest zmienny i ograniczony, tzn. w pewnym sensie iluzoryczny. I na tym nie koniec, bo lustro, z którego korzysta aktor, jest tak przejrzyste, że trudno mówić o nim, jako o tym, co istnieje chyba, że poprzez treści odbić na jego powierzchni. Stąd mędrcy, filozofowie, poeci, artyści, naukowcy przez wieki, próbując rozpoznawać czym jest ten układ przedstawień czy odbić ciągle popełniają błędy, cóż więc można powiedzieć o zwykłych aktorach, skoro poszukiwania samego klucza do zrozumienia zawodzą? Jeśli już uda się komuś prześwietlić ten gąszcz luster (bo każdy aktor wchodzi w relacje z innymi istotami, które same korzystają z luster świadomości), a są to najczęściej jednostki, wówczas lustro znika, a przenikający je aktor przestaje odgrywać jakąkolwiek z ról, oprócz tej, która jest obecnie. Ta ostatnia 'rólka' sama się gra, aby w ogóle mógł on (choć nie jest już 'onym') pozostać w spektaklu. Dzięki temu, w końcu spektakl zyskuje WIDZA czy obserwatora mającego ciało (czyli zmysły) i mogącego być względnie aktywnym. A on widzi to, czego pozostali ciągle w zaślepieniu swych ról aktorzy nie potrafią dojrzeć, że lustro, choć jest tak ważne, bo dzięki niemu można wyjść poza przedstawienie to jednak, tak jak i samo przedstawienie ma w pewnym sensie iluzoryczny charakter, jest względnie istniejące - trwa, ale tylko do czasu "przejścia przez nie" (sic!?). To lustro z perspektywy widza staje się krzyształowym diamentem. Poza nim jest TO, co Istnieje. Zawsze tam było, ale czym jest? Sam aktor, który rozpoznał, że grał w przedstawieniu nie umie może tego nazwać, ale wie, że TO jest esencją tego, jak teraz, po rozpoznaniu, postrzega. A on zna, czy widzi wszystko, choć nie jest to rodzaj poznawania aktora. Nie jest już uwikłany w grę, więc, jeśli w ogóle ma jakieś nowe narzędzie postrzegania i komunikacji, to nie jest to nic takiego, co operuje obrazami czy odbiciami. Dzięki temu teraz wie dlaczego inni się mylą. Grając swe role, ciągle są w sieci przedstawień, w których uczestniczą oraz w sieci obrazów z porzednich sezonów, które wówczas były bardzo modne. One ciągle się im odgrywają przed ich lustrami. Nawet jeśli dotrą do gnozy, to może być to za mało do prześwietlenia powierzchni lustra. I ciągle chcą tworzyć nowe programy przedstawień i ich interpretacje, bo są tylko aktorami. A znów po osiągnięciu stanu widza stworzenie systemu interpretacji przedstawienia mija się z celem, bo bycie w esencji obserwatora wyzwala nawet i z tej roli - zbawiciela czy wyzwoliciela. I tak powszechność czy dostępność wyzwolenia opiera się na utożsamieniu się aktora ze swym obrazem. A on jest tylko częścią przedstawienia. Lecz czy jest w nim choć cząstka przyszłego obserwatora? Tylko w potencjalności lustra, które może stracić swą lustrzaną powłokę i stać się diamentowym NICZYM i zostać prześwietlone, czyli przestać odbijać. Ale to nie przesądza ani o istnieniu przedstawienia, aktora, a tym bardziej lustra. Nie jest też dowodem jego nieistnienia, bo lustro staje się tylko przejrzyste, a wszystkie obrazy razem z tym pierwotnym (jiva - dusza, żywa istota), z którym utożsamiał się aktor stają się teraz tożsame z przejrzystą powierzchnią ożywiającą obrazy, dlatego mówi się o wyzwoleniu jego (aktora) duszy (jiva), ale na pewno nie lustra (atman) - choć ono nie jest niczym ostatecznym i absolutnym, bo jest częścią przedstawienia. Wszystko jest teatrem. Tak postrzega doskonale zatopiony w esencji WIDZA obserwator. I to koniec wszelkiego przedstawienia..., które ciągle trwa. (WYPISY WYZWOLENIA 23)
Jarosław M. Gruzla
fot. M. Malinowski


Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010
smak teraz, Elbląg 2003
Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998


Od maja 2010 r. do nabycia w krakowskim Wydawnictwie Miniatura (http://www.miniatura.info.pl/) jest najnowsza książka poetycka pt. Wersety o Nieograniczoności. Starsze książki: Kolej transsyberyjska i Smak teraz są do nabycia u autora.




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie