Ewa Chruściel
Przyloty
Odwiedził nas wujek ze Stanów
Choć nie na pewno
Miałszczelneniebieskieopakowanie
Solidne i o metalicznym smaku
Zapięty był po raz pierwszy
Czym chwycił nas pod samo gardło
Tylko jego błękitny nenufar
Niedopięty pofrunął sobie gdzieś
Wuj zawsze wpadał do nas nagle
A nocami zakradał się do kuchni i
Wyjadał nam cebulę z kredensu
Tym razem wpadł prosto z lotu
Przez okno, nie bez pomocy innych
Bo miał jeszcze na sobie to niebieskie
Opakowanie, usadowił się pomiędzy
Pieczołowitymi grządkami wieńców
Być może był już tylko nieznanym
Instrumentem w pokrowcu
Potem panowie specjalnej brygady
Podrzucali go jak solenizanta przy
Toaście wyglądało to też trochę
Jakby spadł z nieba prosto
Na rozpiętą batutę
Odbił się po czym
Zniknął
 Dasein
 Strata
Lokator, wieczor 24 czerwca, 09.
fot.




http://fraza.univ.rzeszow.pl/biblioteka_05-11.php

http://www.emergencypress.org/contest.html

http://www.litmuspress.org/




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie