Jarosław M. Gruzla
 << 1   2   3   4   5   6  7   8  >>
Urzeczywistnienie jogi
nieograniczonego wglądu w rzeczywistość wprowadza się jako istniejące tu i teraz, obecne na codzień, jasne (roz)poznanie. Nazywa się je przebywaniem w obecności. Do tego typu doświadczenia z dzogczen można znaleźć odniesienia w poznaniu typu prasam khyana w jodze klasycznej, z tym że w dzogczen chodzi o stałą obecność, w której stopniowo rozpływają się wszystkie ograniczenia i zaciemnienia umysłu, całe złoże karmiczne. Tutaj natomiast mamy do czynienia najpierw z "rozpadem", dezintegracją, która w sposób skokowy doprowadza do przejaśnienia wglądu i reintegracji. Mogącą mieć obraz nawet dramatycznych zmian wielką kontemplację, w tym schemacie medytacyjnym należy uznać za niezbędną, do tego, by urzeczywistnić wgląd określany mianem "wielki" czyli jeszcze wyższy w porządku wertykalnym, jako przewyższający dotychczasowy poziom rozumienia i poznania. Do reintegracji na wyższym poziomie może być niezbędny etap oczyszczenia z "efektów rozpadu", a tą rolę spełnia skupienie typu dharma megha i jego efekt w postaci "spłukania", "deszczu" czy nawet "wodospadu".
Parinama.
I. Wielka kontemplacja trwająca od połowy 2014 roku do połowy roku 2015 związana była z uzyskiwaniem wglądu w nasz system funkcjonowania oparty w sporym jeszcze stopniu na przyzwyczajeniach i nawykach (vasana) wynikających z poziomu przyczynowo-skutkowego (karman), a w dużym zakresie z ostatnich kilku egzystencji. Początkowo ujawniające się treści karmiczne uwalnialiśmy stosując metodologię regresingu (X, Y). Były one dość traumatyczne, ale dały wgląd w pozostałe jeszcze, a zasadnicze wzorce przeżywania i funkcjonowania oparte na treściach przeszłości. Można ten okres naznaczony poznawaniem wspomnień z poprzednich wcieleń nazwać wstępem lub częścią wglądu przynależnego do tego, który jest określany mianem prati prasava.
Druga faza tej pierwszej wielkiej kontemplacji, od końcu 2014 do połowy 2015 roku była ściśle związana już z anihilacją subtelnych sił (guna tamas i rajas), które dzięki ujawnieniu i uzdrowieniu stosunku do konkretnych wspomnień zostały rozbite w pierwszym okresie tego rozpoznania. Efekt był taki, że dotychczasowe nasze życie tak, jak było zorganizowane i jak w nim funkcjonowaliśmy zostało w bardzo dużym stopniu zmienione. Mogliśmy się poświęcić całkowicie praktyce, a jednocześnie zostaliśmy niejako pochłonięci tym procesem i wchłonięci przez tę przemianę. Ograniczyliśmy swoją aktywność i przejawianie się w świecie zewnętrznym do minimum. I był to nie tyle wymóg proceduralny, ale po prostu dostosowanie się do warunków i możliwości, jakie faza dezintegracji na nas wymusiła. Na poziomie ciała fizycznego i subtelnego wyglądało to tak, że przeżywaliśmy często spore przeciążenia i różnego rodzaju napięcia, które czuliśmy jako opory, poczucie zmęczenia, niemocy i braku sił (X, Y), doznanie dyskomfortu i niewygody (duhkha) w ciele (X, Y), niedomagania konkretnych organów np. wątroby i bóle napięciowe w okolicach kręgosłupa (Y) czy bóle głowy (X) itp. To wszystko wymuszało maksymalne skupienie się na procesie i potrzebę zauważania jakichś nawet najmniejszych, ale pozytywnych zmian zdradzających charakter powrotu do pełnej witalności. Ponieważ faza samej dezintegracji trwała kilka miesięcy było to wszystko bardzo uciążliwe.
Na tym etpie nie zorientowaliśmy się jeszcze czym konkretnie jest to, co przeżywamy, ale niewątpliwie przemiana ta miała charakter ognia (tapas), ponieważ czuliśmy w różnym nasileniu żar i pewnego rodzaju płomień, który co jakiś czas potężniał to subtelniał, ale cały czas towarzyszył nam w okresie prasam khyana. Wchodząc na poziom skupienia typu samprajnata w porządku horyzontalnym (X) albo centralnym (Y) natrafialiśmy na zaciemnienia i ruchome wiry, które przesłaniały jasność. Kiedy w wyniku takiej medytacji czuliśmy przeciążenia w postaci bólu głowy (X) czy kręgosłupa w odcinkach lędźwiowym, sercowym czy szyjnym (Y), wówczas przechodziliśmy na praktykowanie kontemlacji wg metodologii dzogczen. Razem przynosiło to rozświetlenie i rozluźnienie.
Czuliśmy intuicyjnie, że choć przechodzimy nieznany skądinąd proces to musi być on przełomowy i mieć charakter przebudowy (35). Trudno nam było wytłumaczyć takie odczucie, ale już wtedy mieliśmy tę nieokreśloną pewność wewnątrz, iż jesteśmy u kresu, że to koniec karmicznej drogi i że to niesie uwolnienie ostateczne. I wtedy bardzo pomagało to, że przechodziliśmy ten proces reintegracji razem. Było to właściwie kluczem do w miarę spokojnego i ufnego podchodzenia do opisywanych zmian.
W trakcie całego roku zauważaliśmy, jak stopniowo wracała nam witalność i poczucie odrodzenia na poziomie cielesnym. Z czasem zaczęliśmy rejestrować efekty uwolnienia i wzmocnienia oraz osiągnięć o charakterze pozytywnym. Jednak początkowo zwykła aktywność sprawiała trudności, zwaszcza że czuliśmy podwyższoną wrażliwość nie tylko na zmęczenie i fizyczne przeciążenia, ale też na chłód i ciepło. Był to jednocześnie okres pewnego rodzaju niepokoju, ponieważ nie znaleźliśmy jeszcze
 << 1   2   3   4   5   6  7   8  >>
 \
 \
 
Jarosław M. Gruzla
fot.


Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010
Smak teraz, Elbląg 2003
Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998






Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2026  Fundacja Literatury w Internecie