Jarosław M. Gruzla
 << 1
2
3
4
5
6
7 8
>> Urzeczywistnienie jogi
żadnego wytłumaczenia dla własnych przeżyć.
II. Druga wielka kontemplacja trwająca od II połowy 2015 do początku roku 2016 była momentem przełomowym z punktu widzenia procesualnego, epistemicznego i soteriologicznego. To wówczas właśnie udało nam się skorelować nasze przeżycia wewnętrzne z procesem duchowym opisanym przez Patańdżalego.
Właściwie ta kolejna wielka kontemplacja mogłaby być uznana za fazę poprzedniej, ponieważ pierwsza przeszła płynnie w drugą, która stanowiła fazę reintegracji po okresie "rozpadu". Oba wielkie rozpoznania różniły się więc pod względem jakościowym. Kiedy cały poprzedni rok w różnych odmianach (wspomnienia regresywne, inwolucja gun na podstawowym poziomie) przeżywaliśmy rozformowanie systemowe naszego życia to teraz powoli następowała jego rewitalizacja. Momentem zauważalnym na przełomie lata i jesieni 2015 roku była zmiana codziennego rytmu funkcjonowania (z bardziej zamkniętego na częściowo otwarty na świat) oraz intuicyjnie odczuta potrzeba (X) zapisywania doświadczeń duchowych w postaci pieśni urzeczywistnienia, który to zwyczaj odwołuje się do sadhany praktykowanej w różnych tradycjach tantrycznych (30).
Teraz mogliśmy popatrzeć na tę część przemiany z bardziej pozytywnej perspektywy. Kończyło się pamiętne lato, podczas którego brak sił do codziennej pracy zmusił nas do ograniczenia aktywności do niezbędnego minimum, a upał dnia potęgował się jeszcze bardziej, kiedy podskoczyła nam na bardzo wysoki poziom wrażliwość na chłód i ciepło, i jednocześnie przeżywaliśmy uderzenia wewnętrzenego żaru.
Nadeszła jesień, a z nią wygaszenie ognia poprzedniego, wielkiego rozpoznania. Teraz wszystko wewnątrz i jednocześnie na zwnątrz ucichło. Jednak szybko odczuliśmy nowe zjawisko. We wrześniu zaczęło pojawiać się (X, Y) samo z siebie, niczym nie wywoływane odczucie chłodu. Obejmowało ono najpierw różne części i rejony, a potem również całe ciało, wzmagając się w odczuciu, trochę jak zimny prąd powietrza. Teraz, wraz z nadchodzącą zimą odczuliśmy to doznanie, jako kolejną niedogodność. Ale zauważyliśmy też, że mamy mniejszą wrażliwość na chłód i ciepło. Było to bardzo uspokajające po poprzednim okresie.
W tym czasie najczęściej wchodziliśmy w stan obecności, co wzmacniało i przedłużało działanie "spłukiwacza". Pod koniec tej przemiany czuliśmy się odbudowani i zrelaksowani, tak że zaczęliśmy czytać książki. Wówczas z potrzeby inspiracji sięgnąłem na półkę domowej biblioteczki. Tam "odkryłem" zapomniane trochę przez nas dwie publikacje dotyczące jogi klasycznej (31). Na ich stronach odnalazłem termin, który we wcześniejszych latach nie przykuł mojej uwagi - "dharma megha samadhi", a którego tumaczenie i interpretacja najbardziej opisywały to, co właśnie przeżywaliśmy. Studiowanie obu publikacji oraz przeczytanie artykułu na temat intuicji w systemach indyjskich spowodowało (32), że ułożyłem dla nas schemat medytacyjny, który zaczęliśmy intuicyjnie stosować. Tak zakończył się dla nas okres błądzenia po omacku. Byliśmy na właściwej ścieżce.
III. Trzecie już przełomowe rozpoznanie miało związek z całą serią wizji wpisujących się w schemat medytacyjny opracowany na podstawie Jogasutr. W schemacie tym, po oczyszczeniu świadomości intuicyjnej (vaiśaradya buddhi), kolejnym fazom poznania (ritambhara prajna, śuddhi samaya) towarzyszyła wizja zbliżającej się tarczy słonecznej. Na tym etapie był to obraz złotego dysku, zajmujący w ekranizacji prawie całą powierzchnię wewnętrznego oglądu, na obrzeżach którego znajdowały się pola szarości (33). Były to dwa pola kolorów: złoto i rozjaśniona czerń. Tak "skomponowana" wizja wskazywała na to, że rozpoznanie wyzwalające wchodzi w decydującą fazę. Jaźń oddzielona w tym obrazie od resztek uciążliwości i splamień została rozpoznana, jako zasadniczy element doświadczenia typu taraka prajna, o przewyższającym to ostatnie charakterze.
IV. Kolejna wielka kontemplacja w marcu-kwietniu 2016 roku związana była z przepalaniem zalążków uciążliwości i "spłukiwaniem" tego, co zostało ujawnione w fazie dezintegracji. Miała ona charakter tak prasam khyana, jak i dharma megha samadhi jednocześnie. Dezintegracja i reintegracja w krótkich odstępach czasu to najistotniejszy rys tej kolejnej już przebudowy.
W omawianym czasie pojawiły się prawie wszystkie uciążliwe cechy poprzednich dwóch okresów z tym, że w dużo mniejszym nasileniu i dość szybko ustąpiły. Przestałem pisać pieśni, a na poziomie medytacji pojawił się pewnego rodzaju "osad". Niewygoda (duhkha) w ciele, poczucie zmęczenia, żar, a następnie działanie "spłukiwacza" uświadomiły nam, że to znowu przemiana, którą już przechodziliśmy. Towarzyszyła (X) jej wizja urzeczywistnionego jogina, bo wyglądającego trochę jak półbóg, który stoi na zboczu szczytu i wystawia się na działanie jakiegoś transcendentnego, świetlistego i boskiego w naturze wpływu z góry. Padające światło, które przenika całe jego otoczenie działa trochę jak energia elektryczna, ponieważ jogin drży i napina się pod jej
 << 1
2
3
4
5
6
7 8
>>II. Druga wielka kontemplacja trwająca od II połowy 2015 do początku roku 2016 była momentem przełomowym z punktu widzenia procesualnego, epistemicznego i soteriologicznego. To wówczas właśnie udało nam się skorelować nasze przeżycia wewnętrzne z procesem duchowym opisanym przez Patańdżalego.
Właściwie ta kolejna wielka kontemplacja mogłaby być uznana za fazę poprzedniej, ponieważ pierwsza przeszła płynnie w drugą, która stanowiła fazę reintegracji po okresie "rozpadu". Oba wielkie rozpoznania różniły się więc pod względem jakościowym. Kiedy cały poprzedni rok w różnych odmianach (wspomnienia regresywne, inwolucja gun na podstawowym poziomie) przeżywaliśmy rozformowanie systemowe naszego życia to teraz powoli następowała jego rewitalizacja. Momentem zauważalnym na przełomie lata i jesieni 2015 roku była zmiana codziennego rytmu funkcjonowania (z bardziej zamkniętego na częściowo otwarty na świat) oraz intuicyjnie odczuta potrzeba (X) zapisywania doświadczeń duchowych w postaci pieśni urzeczywistnienia, który to zwyczaj odwołuje się do sadhany praktykowanej w różnych tradycjach tantrycznych (30).
Teraz mogliśmy popatrzeć na tę część przemiany z bardziej pozytywnej perspektywy. Kończyło się pamiętne lato, podczas którego brak sił do codziennej pracy zmusił nas do ograniczenia aktywności do niezbędnego minimum, a upał dnia potęgował się jeszcze bardziej, kiedy podskoczyła nam na bardzo wysoki poziom wrażliwość na chłód i ciepło, i jednocześnie przeżywaliśmy uderzenia wewnętrzenego żaru.
Nadeszła jesień, a z nią wygaszenie ognia poprzedniego, wielkiego rozpoznania. Teraz wszystko wewnątrz i jednocześnie na zwnątrz ucichło. Jednak szybko odczuliśmy nowe zjawisko. We wrześniu zaczęło pojawiać się (X, Y) samo z siebie, niczym nie wywoływane odczucie chłodu. Obejmowało ono najpierw różne części i rejony, a potem również całe ciało, wzmagając się w odczuciu, trochę jak zimny prąd powietrza. Teraz, wraz z nadchodzącą zimą odczuliśmy to doznanie, jako kolejną niedogodność. Ale zauważyliśmy też, że mamy mniejszą wrażliwość na chłód i ciepło. Było to bardzo uspokajające po poprzednim okresie.
W tym czasie najczęściej wchodziliśmy w stan obecności, co wzmacniało i przedłużało działanie "spłukiwacza". Pod koniec tej przemiany czuliśmy się odbudowani i zrelaksowani, tak że zaczęliśmy czytać książki. Wówczas z potrzeby inspiracji sięgnąłem na półkę domowej biblioteczki. Tam "odkryłem" zapomniane trochę przez nas dwie publikacje dotyczące jogi klasycznej (31). Na ich stronach odnalazłem termin, który we wcześniejszych latach nie przykuł mojej uwagi - "dharma megha samadhi", a którego tumaczenie i interpretacja najbardziej opisywały to, co właśnie przeżywaliśmy. Studiowanie obu publikacji oraz przeczytanie artykułu na temat intuicji w systemach indyjskich spowodowało (32), że ułożyłem dla nas schemat medytacyjny, który zaczęliśmy intuicyjnie stosować. Tak zakończył się dla nas okres błądzenia po omacku. Byliśmy na właściwej ścieżce.
III. Trzecie już przełomowe rozpoznanie miało związek z całą serią wizji wpisujących się w schemat medytacyjny opracowany na podstawie Jogasutr. W schemacie tym, po oczyszczeniu świadomości intuicyjnej (vaiśaradya buddhi), kolejnym fazom poznania (ritambhara prajna, śuddhi samaya) towarzyszyła wizja zbliżającej się tarczy słonecznej. Na tym etapie był to obraz złotego dysku, zajmujący w ekranizacji prawie całą powierzchnię wewnętrznego oglądu, na obrzeżach którego znajdowały się pola szarości (33). Były to dwa pola kolorów: złoto i rozjaśniona czerń. Tak "skomponowana" wizja wskazywała na to, że rozpoznanie wyzwalające wchodzi w decydującą fazę. Jaźń oddzielona w tym obrazie od resztek uciążliwości i splamień została rozpoznana, jako zasadniczy element doświadczenia typu taraka prajna, o przewyższającym to ostatnie charakterze.
IV. Kolejna wielka kontemplacja w marcu-kwietniu 2016 roku związana była z przepalaniem zalążków uciążliwości i "spłukiwaniem" tego, co zostało ujawnione w fazie dezintegracji. Miała ona charakter tak prasam khyana, jak i dharma megha samadhi jednocześnie. Dezintegracja i reintegracja w krótkich odstępach czasu to najistotniejszy rys tej kolejnej już przebudowy.
W omawianym czasie pojawiły się prawie wszystkie uciążliwe cechy poprzednich dwóch okresów z tym, że w dużo mniejszym nasileniu i dość szybko ustąpiły. Przestałem pisać pieśni, a na poziomie medytacji pojawił się pewnego rodzaju "osad". Niewygoda (duhkha) w ciele, poczucie zmęczenia, żar, a następnie działanie "spłukiwacza" uświadomiły nam, że to znowu przemiana, którą już przechodziliśmy. Towarzyszyła (X) jej wizja urzeczywistnionego jogina, bo wyglądającego trochę jak półbóg, który stoi na zboczu szczytu i wystawia się na działanie jakiegoś transcendentnego, świetlistego i boskiego w naturze wpływu z góry. Padające światło, które przenika całe jego otoczenie działa trochę jak energia elektryczna, ponieważ jogin drży i napina się pod jej
♦ \
♦ \

Jarosław M. Gruzla
fot.
fot.

Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010

Smak teraz, Elbląg 2003

Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998



