Jarosław M. Gruzla
1 2
3
>> Jak się wyzwolić
Jarosław M. Gruzla (Jarochwala)
Jak się wyzwolić?
Wyzwolony czuje jak nikt inny. To jest tak, jakby wszyscy ludzie mówili w sobie znanym języku, a znali tylko podstawowe zwroty w języku, którym mogą się porozumiewać z innymi istotami (jak język angielski wyniesiony z klas szkoły podstawowej). A wyzwolony mówiąc w tym międzyistotowym języku myśli bez myślenia, śni bezsennie i marzy bez wyobraźni. Choć nie ma istot, z którymi mógłby się porozumieć to oni wszyscy, inni ludzie są ograniczeni, co do świadomości, bo jest ona dla człowieka od jego urodzenia i się ne zmienia. A wyzwolony jest inny, jakby na nowo narodzony, ale sprawia wrażenie takiego jakim był przed wyzwoleniem, więc jest to takie dziwne.
Ludzie różnie w dziejach cywilizacji oddawali swoje poczucie, że jest, coś ponad. Prawo, które zawiera zasady i wyznacza kierunek. I wówczas właśnie określali to, jako wyższe prawo, przeznaczenie, czy zadanie do realizacji, które jest częścią wyższego planu. I zdażało się, że tak określone przeznaczenie, życiowe zadanie czy misja wchodziła w konflikt z poczuciem wolnej woli, według której ma działać wyzwolony w postindustrialnej cywilizacji.
Wyzwolony zna wszystkie zależności pomiędzy różnymi poziomami uwikłania istoty w karmiczne misje i "boskie plany" względem niego i mające swe źródło w "wolnej woli" marzenia człowieka. Oprócz tego, że świat, w którym trwamy, jako osobowy, ograniczony i nietrwały obraz (istota ludzka) funkcjonuje według prawa przyczyny i skutku (żądzą w nim takie zasady, że według gry intencji działamy tak, iż podobne przyciąga podobne i intencje się dogrywają) to jeszcze podążamy przez kolejne inkarnacje (wcielając się w coraz to inne ciała) pewnego rodzaju drogą, której przebieg jest częścią wyższego planu.
Wtzwolony zna swą karmę, swój plan, a wyzwolił się, bo zrezygnował z pojmowanej po ludzku "wolnej woli".Wyzwolił się, bo przyszedł na to czas, bo ciągnąca się wiele wcieleń droga, która jest grą wyższego planu, woli jego stwórcy oraz jego gotowości (czyli woli) dobiegła kresu.
Wyzwolony widzi, jest świadomy, jak działa świat i wszechświat. Przenika każdy system i strukturę. Ludzie sądzą, że to, jak wygląda świat z jego ideami i wartościami wpływa no to, jak jest on postrzegany od swojego początku. A wyzwolony wie, że jest akurat odwrotnie. To obrazy początku wszechświata i tego świata oraz sił w nich działających wpływają na to, jak rozwijają się istoty tu żyjące, jakie tworzą struktury i jak się ten świat zmienia. Jest w porządku, że naukowcy próbują to przedefiniować, ale wszelkie dogmaty na tym polu zafałszowują obraz całości, no bo jak rozumieć ewolucję struktur władzy w cywilizacji ludzkiej, kiedy interpretuje się te procesy z pozycji teologii czy potem politologii?I tak wartości tradycyjne biorą górę nad zrozumieniem w jakim punkcie przemian znalazł się świat, jaki był punkt począkowy i dokąd to wszystko zmierza. Bo świat jest projekcją punktu początkowego, który zaistniał z mocy jego stwórcy, ale na kształt świata mieli wpływ inni tworzący. Ludzie nie rozumieją i nie dopuszczają takiej możliwości, że tak jak jest pluralizm światów, istot, tworów i twórców, tak samo jest wielu (s)twórców. Stąd w przemianach struktur władzy demokracja, która rozszerza prawo rządzenia (stwarzania) poprzez rozszerzenie prawa wynikłego z "wolnej woli" istot (to iluzoryczna wola, gdyż i tak każda istota jest wewnętrznie w "czyimś" władaniu). Demokracja zastąpiła w systemach władzy struktury monarchiczne, gdzie władca był jeden , co nie oddaje prawdy o rzeczywistości tego świata. Żeby system rządów na ziemi był zgodny czyli harmonijny (nie powodował wojen i rewolucji) z potencjałem jego punktu czy punktów początkowych w szerszej perspektywie musi powstać system rządów uwzględniajcy pluralistyczny punkt widzenia, gdzie zostanie uwzględniony fakt wieloróżnorodności istot, ich różnej wartości dla świata oraz to, że wewnętrzne róznice na poziomie stwórczym nie wykluczają tego, iż jak wszystko są one w przemianie, na róznych etapach nie jednakiego procesu, a podstawową wartością jest wolność każdej istoty nie ograniczająca wolności innych. Oczywiście jest to daleka perspektywa. To jak jest ona odległa implikuje od razu możliwość, a raczej nieuchronność bolesności tej transformacji, ale wgląd w to czym jest system rządów jest dla wyzwolonego tym, czym dla niewyzwolonych misja działania na rzecz zmniejszenia ubóstwa czy rozszerzenia demokracji na świecie. Bo działanie w sferach konfliktów jest poruszaniem się na obrzeżach stref największych zmian czyli niestabilnych, a najwyższy potencjał ma sfera jasności i przejrzystości, w której w dłuższej perspektywie rozpuszczają się niejasności i aktywność, i stabilizuje się na poziomie spokoju.
Wyzwolony jest wolny od pragnień i chceń. NIe ma więc "twarzy". Ale jeśli można coś o nim powiedzieć to to, że jest czysty jak diament, który na powierzchni tworzy lustrzane odbicia. Ten, co na niego patrzy widzi siebie, swoje chcenia i pragnienia. I tak go ocenia. Ale
1 2
3
>>Jak się wyzwolić?
Wyzwolony czuje jak nikt inny. To jest tak, jakby wszyscy ludzie mówili w sobie znanym języku, a znali tylko podstawowe zwroty w języku, którym mogą się porozumiewać z innymi istotami (jak język angielski wyniesiony z klas szkoły podstawowej). A wyzwolony mówiąc w tym międzyistotowym języku myśli bez myślenia, śni bezsennie i marzy bez wyobraźni. Choć nie ma istot, z którymi mógłby się porozumieć to oni wszyscy, inni ludzie są ograniczeni, co do świadomości, bo jest ona dla człowieka od jego urodzenia i się ne zmienia. A wyzwolony jest inny, jakby na nowo narodzony, ale sprawia wrażenie takiego jakim był przed wyzwoleniem, więc jest to takie dziwne.
Ludzie różnie w dziejach cywilizacji oddawali swoje poczucie, że jest, coś ponad. Prawo, które zawiera zasady i wyznacza kierunek. I wówczas właśnie określali to, jako wyższe prawo, przeznaczenie, czy zadanie do realizacji, które jest częścią wyższego planu. I zdażało się, że tak określone przeznaczenie, życiowe zadanie czy misja wchodziła w konflikt z poczuciem wolnej woli, według której ma działać wyzwolony w postindustrialnej cywilizacji.
Wyzwolony zna wszystkie zależności pomiędzy różnymi poziomami uwikłania istoty w karmiczne misje i "boskie plany" względem niego i mające swe źródło w "wolnej woli" marzenia człowieka. Oprócz tego, że świat, w którym trwamy, jako osobowy, ograniczony i nietrwały obraz (istota ludzka) funkcjonuje według prawa przyczyny i skutku (żądzą w nim takie zasady, że według gry intencji działamy tak, iż podobne przyciąga podobne i intencje się dogrywają) to jeszcze podążamy przez kolejne inkarnacje (wcielając się w coraz to inne ciała) pewnego rodzaju drogą, której przebieg jest częścią wyższego planu.
Wtzwolony zna swą karmę, swój plan, a wyzwolił się, bo zrezygnował z pojmowanej po ludzku "wolnej woli".Wyzwolił się, bo przyszedł na to czas, bo ciągnąca się wiele wcieleń droga, która jest grą wyższego planu, woli jego stwórcy oraz jego gotowości (czyli woli) dobiegła kresu.
Wyzwolony widzi, jest świadomy, jak działa świat i wszechświat. Przenika każdy system i strukturę. Ludzie sądzą, że to, jak wygląda świat z jego ideami i wartościami wpływa no to, jak jest on postrzegany od swojego początku. A wyzwolony wie, że jest akurat odwrotnie. To obrazy początku wszechświata i tego świata oraz sił w nich działających wpływają na to, jak rozwijają się istoty tu żyjące, jakie tworzą struktury i jak się ten świat zmienia. Jest w porządku, że naukowcy próbują to przedefiniować, ale wszelkie dogmaty na tym polu zafałszowują obraz całości, no bo jak rozumieć ewolucję struktur władzy w cywilizacji ludzkiej, kiedy interpretuje się te procesy z pozycji teologii czy potem politologii?I tak wartości tradycyjne biorą górę nad zrozumieniem w jakim punkcie przemian znalazł się świat, jaki był punkt począkowy i dokąd to wszystko zmierza. Bo świat jest projekcją punktu początkowego, który zaistniał z mocy jego stwórcy, ale na kształt świata mieli wpływ inni tworzący. Ludzie nie rozumieją i nie dopuszczają takiej możliwości, że tak jak jest pluralizm światów, istot, tworów i twórców, tak samo jest wielu (s)twórców. Stąd w przemianach struktur władzy demokracja, która rozszerza prawo rządzenia (stwarzania) poprzez rozszerzenie prawa wynikłego z "wolnej woli" istot (to iluzoryczna wola, gdyż i tak każda istota jest wewnętrznie w "czyimś" władaniu). Demokracja zastąpiła w systemach władzy struktury monarchiczne, gdzie władca był jeden , co nie oddaje prawdy o rzeczywistości tego świata. Żeby system rządów na ziemi był zgodny czyli harmonijny (nie powodował wojen i rewolucji) z potencjałem jego punktu czy punktów początkowych w szerszej perspektywie musi powstać system rządów uwzględniajcy pluralistyczny punkt widzenia, gdzie zostanie uwzględniony fakt wieloróżnorodności istot, ich różnej wartości dla świata oraz to, że wewnętrzne róznice na poziomie stwórczym nie wykluczają tego, iż jak wszystko są one w przemianie, na róznych etapach nie jednakiego procesu, a podstawową wartością jest wolność każdej istoty nie ograniczająca wolności innych. Oczywiście jest to daleka perspektywa. To jak jest ona odległa implikuje od razu możliwość, a raczej nieuchronność bolesności tej transformacji, ale wgląd w to czym jest system rządów jest dla wyzwolonego tym, czym dla niewyzwolonych misja działania na rzecz zmniejszenia ubóstwa czy rozszerzenia demokracji na świecie. Bo działanie w sferach konfliktów jest poruszaniem się na obrzeżach stref największych zmian czyli niestabilnych, a najwyższy potencjał ma sfera jasności i przejrzystości, w której w dłuższej perspektywie rozpuszczają się niejasności i aktywność, i stabilizuje się na poziomie spokoju.
Wyzwolony jest wolny od pragnień i chceń. NIe ma więc "twarzy". Ale jeśli można coś o nim powiedzieć to to, że jest czysty jak diament, który na powierzchni tworzy lustrzane odbicia. Ten, co na niego patrzy widzi siebie, swoje chcenia i pragnienia. I tak go ocenia. Ale
♦ \

Jarosław M. Gruzla
fot.
fot.

Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010

Smak teraz, Elbląg 2003

Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998



