Radosław Wiśniewski
Dwugłowe dziecko - Anna Kałuża

(Radosław Wiśniewski, Darek Pado: Raj/Jar, Wydawnictwo „Mamiko”, Nowa Ruda, 2005)

To książka niewątpliwie dwugłowa. Podobnie dwugłowa – bo na pomyśle duetu rozwiązana – była książka Pawła Lekszyckiego i Pawła Sarny, dwóch śląskich przyjaciół. Raj/Jar tylko pozornie korzysta z tamtej formuły. To prawda, że dwóch autorów maczało w niej swoje palce. Jeśli jednak śląscy autorzy w swojej książce dali dwie odrębne formuły wierszy i pokazali zupełnie inne zainteresowania światem w swoich tekstach, o tyle zbiorek tandemu Pado i Wiśniewski stanowi niezaprzeczalnie doskonale pomyślaną całość. I Dariusz Pado, i Radosław Wiśniewski dogadali się niewątpliwie w kwestii wspólnych zainteresowań. Obaj postawili na tematykę historyczną. Obaj też postarali się, by stanowiła ona podstawę dla obrazu cywilizacji, postępującej w eksterminacji wszystkiego, co inne.
Pomysł na tę książkę jest więc zupełnie niecodzienny. Jeśli w ostatnich latach w poezji wracamy do historii, to zwykle poprzestajemy na tej rodzinnej, tło jedynie oddając duchowi większego oddechu. Tak dzieje się na przykład u Tomasza Różyckiego w Dwunastu stacjach. W ostatniej książce Tkaczyszyna-Dyckiego także mamy historię ograniczoną do rodzinnego umierania. Nieco inaczej postępuje Jerzy Jarniewicz w Oranżadzie. Na tle peerelowskiej Polski umieszcza przygody dorastającego chłopca. Wszystkie te mariaże z historią przyjmują osobistą perspektywę i opowiadają o świecie w pierwszej osobie. Inaczej w Jarze/Raju. Autorzy wcale nie uintymniają dziejów pojedycznych osób, biorących udział w wielkiej zawierusze. Zachowują też do swoich lirycznych obrazów względny dystans.
Nawet jeśli tytuł można by uznać za ludyczne skłonności autorów, nic z żartobliwych gierek tu nie znajdziemy. Opisane spotkania ludzi z historią i w historii – zwykle unieważniające jednostkową ważność podmiotu – rozgrywają się w przestrzeni języka „solidnego”, rzadko tylko podmywanego ironią. Jeśli ona jest, to przyklaskuje tonowi nienaiwnemu, a mimo to ciepłemu. O co chodzi?
Wiśniewski i Pado napisali książkę o doświadczeniu, które na wielką skalę pojawiło się pod nazwą totalitaryzmu, holocaustu, masowych eksterminacji. Piszą o zmiataniu z powierzchni ziemi wszystkiego, co inne, a co – dlatego, że inne – może stanowić zagrożenie dla homogenicznych społeczeństw. Zajmuje ich porządek cywilizacyjny oparty nie na altruizmie, ale na podsycaniu nienawiści. Kontynuują w swojej książce myślenie Waltera Benjamina. Takie oto, że postęp cywilizacji polega głównie na postępie w coraz wymyślniejszych torturach.
Wiśniewski na opowiedzenie zajmujących go wydarzeń znajduje formułę nieco anachroniczną, ale skuteczną. Ożywia – jak sądzę – język katastrofistów z lat trzydziestych. Robi to nadzwyczaj sprawnie, bo jego wiersze są wiarygodne: bez patosu, bez tragizmu, nie ośmieszają, ani nie moralizują. Poeta nie zatrzymuje się jednak na jakimś jednym konkretnym momencie historycznym. W Ocalonej pisze o „pancernych karaluchach pełzających po śniegu wokół Groźnego”, w Idioten aus Hartheim o Fritzu Haberze, który wymyślił iperyt, w wielu innych wierszach otwiera raczej historiozoficzną perspektywę. Geografia służy za punkt wyjścia dla bardziej pojemnego obrazu świata. Jest to świat – zarówno w tekstach Radosława Wiśniewskiego i Dariusza Pado – którego nie sposób pomieścić tylko w liryczno-apokaliptycznej formie. Dlatego obaj dodają coś w rodzaju przypisów do swoich wierszy. Składają się na nie w przypadku Wiśniewskiego – na przykład – informacje historyczne o ewakuacji ludności Wrocławia na rozkaz Gauleitera Hankego lub przytoczone relacje Jana Nowaka, więźnia Gross Rosen o błędnych ewidencjach więźniów tegoż obozu. Ich funkcja polega najczęściej na dociśnięciu sensu wiersza, dookreśleniu wydarzeń, które są komentowane. Daje to efekt ciekawego skrzyżowania się w książce języka silnie metaforyzowanego z językiem dokumentu, jaki pojawia się w przypisach. W planie pierwszego – paradoksalnie – ludzkie sprawy nie dają się pomyśleć jako zależne od nich samych. Są pomniejszone, odsunięte wobec krajobrazu, któremu najwnikliwszą uwagę poświęca Wiśniewski. Tak w wierszu Rubedo. Breslau. Wiosna Gauleitera, gdy opisuje zakończenie ewakuacji „wtedy miasto pije/ bezimienną hemoglobinę z rozstępów ciszy, oddycha/ jakby jeszcze żyło i nic nie było zapisane w obcych alfabetach/ na wyczerpanej do białości/ ziemi”. Takie rozlegle, panoramiczne obrazowanie zapewnia uniwersalny wymiar językowi. Ale przy okazji pogrąża pamięć o cierpieniu jednostek w obrazie cierpienia ludzkości. Dopiero dociśnięcie języka – dzięki informacyjnemu charakterowi dodanych komentarzy – zapewnia Wiśniewskiemu opowiedzenie się po stronie indywidualnych, małych historii, tragicznie niepowtarzalnych i zapomnianych. Kontrapunktem dla tego wiersza jest bowiem notatka o jego bohaterze. Tu język poety jest mniej emocjonalny i chwyta się rzeczowości, by opowiedzieć nie tyle żałobę ziemi, ile indywidualne działanie podmiotu: „19 stycznia Gauleiter Hanke wydał rozkaz ewakuacji ludności cywilnej Festung Breslau”, czytamy w owym przypisie do wiersza ósmego. Paradoksalnie więc, to, co jednostkowe może przedostać się w archiwalnym, dokumentalnym, rzeczowym języku. I dopiero to połącznie elegijności poetyckiej ze stabilnością informacji tworzy małą kronikę ludzkich śmierci.
Nieco inaczej rzecz ma się w ramach układu wiersz i suplement, zawiązanym przez Dariusza Pado. Otóż ten autor w ogóle nie nawiązuje do języków przeszłości, by opowiedzieć o historii prześladowań, wykluczeń i masowych mordów. Mamy tu do czynienia z zupełnie odmienną poetyką: raczej skrótu niż rozległości, ironii niż elegijności, cięć językowych a nie płynnego frazowania. Nie zarysowuje też Pado tak obszernej, wieloznacznej i wielopoziomowej panoramy. U niego wydarzenia zachodzą między osobami, podczas gdy Wiśniewski uruchamia kontekst symbolicznej odpowiedniości między światem ludzkim i całą resztą. W świetnym wierszu, inicjującym cześć Pado, pisze poeta: „W oficynie bija kozły na mięso./ w ofierze na koźle bija do mięsa./ Ofiary takie składają Tobie Panie// Oficerze. Na stosik. Stosiku nakryj nas” (Spotkamy się w raju w pewien piątek). Językowa trafność tego połączenia dziecięcej fomułki bajkowej z grozą całopalenia pokazuje strategię Pado. Jeżeli Wiśniewski broni hierachiii języków w opowieści o doświadczeniach masowych zagład, to Pado opowiada o braku takiej hierarchii właśnie. U niego można usłyszeć o martwym, już nieistniejącym świecie, które język ożywić nie jest w stanie, bo sam padł ofiarą. W wierszu Zacieniona ogrodowa i co dalej – raj bez Mirona pisze: „To już nie żar, to żart, to/ żarcie. Nie ma juz piekła w ziemi, a raj mamy w gębie”. Oprowadza nas Pado po różnych uliczkach za przewodników wybierając raz Swena Czachrowskiego, raz Jerzego Ficowskiego, innym razem żydowskich martwych. Pokazując umarły świat, cały czas rozbija iluzję mozliwości przywrócenia tego świata w języku.
Szczególnie przewrotnie traktuje Pado obietnice rajskiego spełnienia i zadośćuczynienia wszystkim cierpiącym. W jednym z przypisów do wierszy wprowadza frazę: „’Cóż, jeśli mam streścić swoje doświadczenie III Rzeszy/ w jednym słowie , to będzie nim – Raj’ – Wilfried von Oven w rozmowie z Laurencem Reesem”. Jego przypisy nadwątlają jeszcze bardziej pewność języka co do swoich niewzruszonych podstaw, dzięki którym taką opowieść można inicjować.
Dwugłowe dziecko Pado i Wiśniewskiego jest zatem dzieckiem zwątpienia językowego i niewątpliwego, elegijno-żałobnego, czaru. Taki efekt możliwy jest chyba tylko dzięki podwójnej głowie dziecka. Autorom udało się też, jak sądzę, dosięgnąć w wielkiej historii cywilizacji pojedynczych losów. I udało im się ową pojedynczość pozostawić w miarę autonomiczną, nie podporządkowaną rytualnym formułom opowieści o zagładach.

Anna Kałuża.

22/ 2005 artPapier.
W Częstochowej kocioł nocą
fot. gall anonim


"Nikt z przydomkiem" (Toruń 2003), projekt okładki - Tomek Fronckiewicz
"Albedo" wydawnictwa "Zielona Sowa", Kraków 2006, projekt okładki - Tomek Fronckiewicz
"Korzenie - Drzewa" wraz Darkiem Pado (Brzeg 2007/08), projekt okładki - Tomek Fronckiewicz, Kuba Certowicz
"NeoNoe", wydawnictwo "Pogranicze", maj 2009
"Abdykacja - wiersze zaangażowane i nie", Muzeum Witolda Gombrowicza we Wsoli, Jedlińsk 2013, proj. okładki Tomek Fronckiewicz


publikatory :
w jesiennej "Więzi" - "Psalm do św. Sabiny" - zapraszam do lektury.


książka:
- "Abdykacja - wiersze zaangażowane i nie" - ciągle w akcji do dostania przez księgarnie internetowe po użyciu wujka Google.

na żywca:
3 listopada - Poznań
7 listopada - Katowice
14 listopada - Kalisz




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie