Jarosław M. Gruzla
 << 1
2
3
4
5
6 7
8
9
10
>> PIEŚNI WIDZENIA
odbicie.
Czy można wtedy założyć, że to fantazja?
A czym może być założenie? Dysputą z samym sobą.
No więc lepiej nie znać żadnych założeń.
Nie znać siebie i nie wiedzieć. Bo i po co?
Polska, Warmia, miasto Frombork, 02.08.2019
buddha
III
Nad ścianą drzew – myszołów. A może jastrząb?
Dźwięk sunącego po nieboskłonie odrzutowca.
Trawy są na wietrze sobą – lekkie i zwinne.
Poszum lasu – od lewa do prawa. Delikatnie.
W drobinkach liści ciągniętych tu i tam
po placu parkingowym jest coś zastanawiającego –
bezwład. Wszystkie są spychane w jednym kierunku.
Dziwne, bo dym z ogniska rozsnuwa się przeciwnie.
Tor samolotu przypomina jego obecność.
Jeszcze niedawno. A wiatr ciągle zawiewa.
I ni e wyklucza to wcale tego, że słońce
pali. To wszystko napawa spokojem.
No, może jedynie huk samolotu myszołowa –
nie. Albo palące słońce spragnione rośliny. Może?
Polska, Warmia, miasto Frombork, 27.08.2019
buddha
IV
Czekają. Te wszystkie chwile są palne jak czas.
Nie muszę niczego. Dosłownie to oznacza – nic.
Brak kontaktu z czymkolwiek – a ważka i tak leci.
I tak jest zauważane każde drgnienie tataraku.
Bo to nie jest tak, że wszystko jest osobne.
Ale fakt, iż chmury nie osiągają dróg nie ziemi.
Jest przestrzeń wypełniona niepalnymi gazami.
Jest zasłona, którą przenika błyskawicznie piorun.
Oto odbicie praw wszystkości w drobinie świata.
A Nic nie jest z niczego i w nic nie zagląda.
Dlatego tak leżę. Nie wymuszam prędkości zmian.
Żabka ginie w wysokich źdźbłach trawy.
Motyl na liściu jarmużu i powolne życie malin.
Kosz różnorodności. Zwykłe czasu drgnienia. Czekają.
Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 05.09.2019
buddha
V
Deszcz. Deszcz. Deszcz. Świszczy zajadle.
Monochromatyczny obraz. Dramat bez tragedii.
Siedząc plecami do widoku rozchełstanych topól –
ściana, ściana, ściana. Co mówi gdzieś?
Deszcz. Deszcz. Deszcz. Płynie w środku.
To tutaj – krew. To tutaj – mocz. To – ja.
Siedząc w tle niewykończonej przestrzeni –
ściana, ściana, ściana. Widać, co jest?
Deszcz. Deszcz. Deszcz. Oddycha pośrodku.
To tutaj – tlen. To tutaj – prana. To – ja.
Siedząc zajadle bez oznak zwątpienia –
ściana, ściana, ściana. Odczucie w tle.
Deszcz. Deszcz. Deszcz. Świszczy wokół.
Ten obraz nie zatraci już swego koloru.
Siedząc, jak ściana, głęboko w przestrzeni;
w tle nie-ja – deszcz echem odbity od ściany.
Polska, Warmia, miasto Frombork, 17.09.2019
buddha
VI
Jak klucze żurawi na nieboskłonie
tak myśli przepływają na ekranie umysłu.
Pomiędzy byłem a będę – samoświetlność.
Pomiędzy zenitem a nadirem – przestrzeń.
Rozsiadając się jak lew na sawannie,
błogość dosiada umysł i ciało – poza utożsamieniem.
Jest tylko nagi fakt istnienia – żar życia.
Esencjonalny stan pustości samej w sobie.
I wtedy spoza iluzji doświadczeń,
z samej nieobecności tej przestrzeni –
strumień. Fala za falą rozpływa się wszystko.
Jak klucze dzikich gęsi na niebie. Jak myśli.
Polska, Mazury Zachodnie, Nad Jeziorem Narie / Las pod miastem Morąg, 08.09.2015 / 25.09.2019
buddha
VII
Coś jeść. Coś pić. Coś czytać. Czegoś nie chcieć.
Nie pamiętać snów. Nie mieć ich. Treści spoza.
Kiedy jesień w pełni, przyrządzać sos grzybowy
z borowików, maślaków, podgrzybków i koźlarzy.
Kiedy za oknem szaro, dbać o czystą wodę,
która ożywia ciało. W ożywczym życiu tak trwać.
Kiedy czas po temu, czytać w księdze natury
przepis na dobrą pogodę, na lekki poranek.
Kiedy wszystko tak sprawnie zmienia się
nie robić nic przeciwnego ni słońcu, ni gwiazdom.
Kiedy noc – spać. Kiedy dzień – rozumieć wszystko.
Coś jeść. Coś pić. Coś czytać. Nie chcieć nic.
Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 30.09.2019
buddha
VIII
Dokładnie tak – jakby. Z oparów mgły – szczegóły?
Wszystko, co jest na linii wzroku rozpada się.
Był drugi brzeg stawu? Tonie w otchłani lasu.
Stał świerk na skraju drogi? Płonie ogniem słońca.
Rósł zagajnik leszczynowy? Łąki, łąki, łąki.
Spływał wzgórzem orny szlak. Czy to ślady stóp?
Dokładnie tak – może. Z głębi przestrzeni – obrazy?
Wszystko, co jest na linii wzroku rozmywa się.
Świetlisty poziom wizji? To niewidzialna kalka.
Lustrzane odbicie znikąd? Wyłania się i znika.
Na horyzoncie fatamorgana? To legendarna zorza.
Deszcz, światło, tęcza. Czy szczęście jest zauważalne?
Dokładnie tak – rigpa. W przejrzystości odbija się: co?
To jakby w krysztale światło. Obecność – dokładnie tak.
Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 04.10.2019
buddha
IX
Po krańce zieleni na brzegach.
Po zmarszczoną wiatrem zatoczkę.
Po ginące za linią horyzontu obłoki.
Po rozchodzące się echem głosy
 << 1
2
3
4
5
6 7
8
9
10
>>Czy można wtedy założyć, że to fantazja?
A czym może być założenie? Dysputą z samym sobą.
No więc lepiej nie znać żadnych założeń.
Nie znać siebie i nie wiedzieć. Bo i po co?
Polska, Warmia, miasto Frombork, 02.08.2019
buddha
III
Nad ścianą drzew – myszołów. A może jastrząb?
Dźwięk sunącego po nieboskłonie odrzutowca.
Trawy są na wietrze sobą – lekkie i zwinne.
Poszum lasu – od lewa do prawa. Delikatnie.
W drobinkach liści ciągniętych tu i tam
po placu parkingowym jest coś zastanawiającego –
bezwład. Wszystkie są spychane w jednym kierunku.
Dziwne, bo dym z ogniska rozsnuwa się przeciwnie.
Tor samolotu przypomina jego obecność.
Jeszcze niedawno. A wiatr ciągle zawiewa.
I ni e wyklucza to wcale tego, że słońce
pali. To wszystko napawa spokojem.
No, może jedynie huk samolotu myszołowa –
nie. Albo palące słońce spragnione rośliny. Może?
Polska, Warmia, miasto Frombork, 27.08.2019
buddha
IV
Czekają. Te wszystkie chwile są palne jak czas.
Nie muszę niczego. Dosłownie to oznacza – nic.
Brak kontaktu z czymkolwiek – a ważka i tak leci.
I tak jest zauważane każde drgnienie tataraku.
Bo to nie jest tak, że wszystko jest osobne.
Ale fakt, iż chmury nie osiągają dróg nie ziemi.
Jest przestrzeń wypełniona niepalnymi gazami.
Jest zasłona, którą przenika błyskawicznie piorun.
Oto odbicie praw wszystkości w drobinie świata.
A Nic nie jest z niczego i w nic nie zagląda.
Dlatego tak leżę. Nie wymuszam prędkości zmian.
Żabka ginie w wysokich źdźbłach trawy.
Motyl na liściu jarmużu i powolne życie malin.
Kosz różnorodności. Zwykłe czasu drgnienia. Czekają.
Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 05.09.2019
buddha
V
Deszcz. Deszcz. Deszcz. Świszczy zajadle.
Monochromatyczny obraz. Dramat bez tragedii.
Siedząc plecami do widoku rozchełstanych topól –
ściana, ściana, ściana. Co mówi gdzieś?
Deszcz. Deszcz. Deszcz. Płynie w środku.
To tutaj – krew. To tutaj – mocz. To – ja.
Siedząc w tle niewykończonej przestrzeni –
ściana, ściana, ściana. Widać, co jest?
Deszcz. Deszcz. Deszcz. Oddycha pośrodku.
To tutaj – tlen. To tutaj – prana. To – ja.
Siedząc zajadle bez oznak zwątpienia –
ściana, ściana, ściana. Odczucie w tle.
Deszcz. Deszcz. Deszcz. Świszczy wokół.
Ten obraz nie zatraci już swego koloru.
Siedząc, jak ściana, głęboko w przestrzeni;
w tle nie-ja – deszcz echem odbity od ściany.
Polska, Warmia, miasto Frombork, 17.09.2019
buddha
VI
Jak klucze żurawi na nieboskłonie
tak myśli przepływają na ekranie umysłu.
Pomiędzy byłem a będę – samoświetlność.
Pomiędzy zenitem a nadirem – przestrzeń.
Rozsiadając się jak lew na sawannie,
błogość dosiada umysł i ciało – poza utożsamieniem.
Jest tylko nagi fakt istnienia – żar życia.
Esencjonalny stan pustości samej w sobie.
I wtedy spoza iluzji doświadczeń,
z samej nieobecności tej przestrzeni –
strumień. Fala za falą rozpływa się wszystko.
Jak klucze dzikich gęsi na niebie. Jak myśli.
Polska, Mazury Zachodnie, Nad Jeziorem Narie / Las pod miastem Morąg, 08.09.2015 / 25.09.2019
buddha
VII
Coś jeść. Coś pić. Coś czytać. Czegoś nie chcieć.
Nie pamiętać snów. Nie mieć ich. Treści spoza.
Kiedy jesień w pełni, przyrządzać sos grzybowy
z borowików, maślaków, podgrzybków i koźlarzy.
Kiedy za oknem szaro, dbać o czystą wodę,
która ożywia ciało. W ożywczym życiu tak trwać.
Kiedy czas po temu, czytać w księdze natury
przepis na dobrą pogodę, na lekki poranek.
Kiedy wszystko tak sprawnie zmienia się
nie robić nic przeciwnego ni słońcu, ni gwiazdom.
Kiedy noc – spać. Kiedy dzień – rozumieć wszystko.
Coś jeść. Coś pić. Coś czytać. Nie chcieć nic.
Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 30.09.2019
buddha
VIII
Dokładnie tak – jakby. Z oparów mgły – szczegóły?
Wszystko, co jest na linii wzroku rozpada się.
Był drugi brzeg stawu? Tonie w otchłani lasu.
Stał świerk na skraju drogi? Płonie ogniem słońca.
Rósł zagajnik leszczynowy? Łąki, łąki, łąki.
Spływał wzgórzem orny szlak. Czy to ślady stóp?
Dokładnie tak – może. Z głębi przestrzeni – obrazy?
Wszystko, co jest na linii wzroku rozmywa się.
Świetlisty poziom wizji? To niewidzialna kalka.
Lustrzane odbicie znikąd? Wyłania się i znika.
Na horyzoncie fatamorgana? To legendarna zorza.
Deszcz, światło, tęcza. Czy szczęście jest zauważalne?
Dokładnie tak – rigpa. W przejrzystości odbija się: co?
To jakby w krysztale światło. Obecność – dokładnie tak.
Polska, Mazury Zachodnie, Las pod miastem Morąg, 04.10.2019
buddha
IX
Po krańce zieleni na brzegach.
Po zmarszczoną wiatrem zatoczkę.
Po ginące za linią horyzontu obłoki.
Po rozchodzące się echem głosy
♦ Słowa
♦ Słowa

Jarosław M. Gruzla
fot.
fot.

Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010

Smak teraz, Elbląg 2003

Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998



