Jacek Dehnel
W. H. Auden - Panna Gee
Opowiem wam historę krótką
O pannie Edith Gee:
Na Clevedon Terrace żyła sobie,
Numer 63.

Miała wąziutkie, małe wargi,
Zeza i kiepski zgryz,
Ramiona szczupłe i spadziste,
I biustu ani krzty,

Zieloną parasolkę miała
I purpurowy płaszcz,
Na Clevedon Terrace żyła sobie
W pokoju trzy na dwa.

Miała też kostium z szarej serży,
Toczek z welwetu, i
Rower z koszykiem na zakupy,
Z hamulcem nader złym.

Kościół świętego Alojzego
Był niedaleko - stąd
Robiła swetry na kiermasze
Z okazji ważnych świąt.

Raz panna Gee spojrzała w gwiazdy
I rzekła: „Kogo to
Obchodzi, że na Clevedon żyję
Za funtów sto na rok?”

Śniła że jest Królową Francji
Przez całą noc. A ksiądz,
Ten od świętego Alojzego,
Do tańca prosił ją.

Lecz straszny wiatr powalił pałac,
Jechała na wskroś pól
A byk z obliczem wikarego
Chciał nabić ją na róg.

Czuła za sobą jego oddech
Już miał z nią zrównać się;
Rower zaś coraz wolniej jechał
Przez ten hamulec-szmelc.

Lato zmieniło drzewa w obraz,
Zima w zupełny wrak;
Na mszę wieczorną pojechała,
Zapięta po sam kark.

Mijała zakochane pary
I odwracała wzrok;
Mijała pary i nikt nie chciał
W jej stronę spojrzeć choć.

Panna Gee siadła w bocznej nawie
Ktoś na organach grał,
A chór tak słodko śpiewał, gdy dzień
Się ku końcowi miał.

Panna Gee kłękła w bocznej nawie
Klękła, modliła się;
„Chcę być dziewczynką dobrą, Panie,
od grzechu uchroń mnie.”

Noce i dni ją omijały
Jak zimne fale wrak;
Aż pojechała do doktora
Zapięta po sam kark.

Tak, pojechała do doktora,
Puka do jego drzwi;
„Doktorze, och, coś źle się czuję
I coś mnie w środku ćmi.”

Doktor John zbadał ją a potem
Raz jeszcze zbadał ją;
Podszedł do zlewu i powiedział:
„Tak późno? Masz ci los!”

Doktor do stołu siadł, choć żona
Chciała zadzwonić gdzieś;
Zwijał w chleb w kulki. W końcu mówi:
„Ten rak to śmieszna rzecz.

Nikt nie wie co go powoduje,
Choćby się mądrzył ktoś;
Jak skrytobójca wyczekuje
By wreszcie zadać cios.

Kobiety go dostają kiedy
Nie mają dzieci, a
Mężczyźni na emeryturze
Kiedy im pracy brak,

Jakby zdławiony żar tworzenia
Musiał gdzieś w końcu ujść”.
Żona służącą zawołała
I tak odrzekła mu:

„Kochanie, po co o tym mówisz?
Musisz tak cały czas?”
„Pannę Gee - odparł – dziś widziałem.
Nie ma najmniejszych szans.”

Pannę Gee wzięto do szpitala,
Leżała tam jak wrak,
Leżała na ginekologii,
W piżamie po sam kark.

Studenci trochę chichotali
Gdy wzięto ją na stół;
A wkrótce potem Pan Rose, chirurg,
Przeciął ją wzdłuż przez pół

Pan Rose się zwrócił do studentów:
„Panowie, proszę tu,
Rzadko nam zdarza się oglądać
tak rozwinięty guz.”

I zdjęto Pannę Gee ze stołu
I powieziono ją
Na wydział Anatomii, tam, gdzie
Studenci ciała tną.

I zawiesili pod sufitem
Pannę Gee. Niżej zaś
Grupka uważnych korporantów
Tnie jej lancetem staw.
Jacek Dehnel
fot. Emilian Snarski


Lala, Wydawnictwo W. A. B., 2006
Ph. Larkin - Zebrane, Biuro Literackie 2008
Ekran kontrolny. Biuro Literackie 2009
Saturn,Wydawnictwo W.A.B., 2011
Rubryki strat i zysków, Biuro Literackie 2011


Się pisze.


Blog o międzywojennych zbrodniach:
http://www.tajnyde...


Felietony w Wirtualnej Polsce:

http://ksiazki.wp....

"Uratować babcię" - Marty Mizuro recenzja z "Lali" w portalu Onet
http://czytelnia.o...

"„Lala” i cacka(nie) kulturalne" (A. Kropkiewicz, recenzja "Lali")
http://www.regalow...

"Bez płaczów, dąsów i rzucania mięchem" - wywiad (K. Mikurda, Biuro Literackie)
http://www.biuroli...

"Na dwoje Gombrowicz wróżył" - wywiad (A. Nowaczewski, Undergrunt)
http://undergrunt....


www.nieszuflada.pl

www.martagornicka....


(inne linki w bibliografii)


Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie