Waldemar Jocher
Reszta jest milczeniem (plama na temat wierszy Waldemara Jochera)
Od pewnego czasu uczę się czytać biel pomiędzy wyrazami, albo to ona czyta mnie. W przypadku tego tomiku jest jej wystarczająco dużo, abym mógł odczytać trop wpisany w ciągłość tych wierszy. Tutaj niczego nie można oddzielić, nie mogę ciąć, wykrawać, wszystkie wiersze są fragmentami spójnego procesu, który zmierza... Właśnie, dokąd? Myślę, że wiersze Waldemara nie zostały napisane zgodnie z wytyczonym celem. Zostały napisane dla czytelnika, który sam jest w stanie napisać je ponownie. Każdy interpretuje jak chce, biel poddaje się interpretacji bez dwóch zdań, ale co ze słowami? Można o nich pisać bez końca. Tutaj odniesienie do, tam do itd. Nie znoszę takich wydziwień. Mam przed sobą konkret, papier i druk.

Już na pierwszy rzut oka widzimy, że wiersze nie mieszczą się na stronie, wychodzą gdzieś dalej, starają się wytyczyć inną drogę odbioru. Próbują wyjść z formy, gdzieś na zewnątrz, być może w moim kierunku. Zapewne są gestem, ale niekoniecznie. Najlepiej będzie zastosować do nich znaną zasadę negacji, każdy przedmiot pojawia się w nich jakby odczarowany na drodze negatywnej. A więc apofatyzm? W pewnym sensie tak (czyli nie). Jak opisać Byt? Słowa startują z ciemnej plamy, dlatego trzeba milczeć. Waldemar Jocher milczeć nie chce, albo ma zamiar wypowiedzieć to, czego wypowiedzieć nie można. I wcale mu się nie dziwię. Trzeba gdzieś ustawić swój głos.


Wiersze Waldka mówią więcej poprzez biel. Wymykają się, ale nie stosują uników na sposób awangardy. Nie ukrywają dla samej frajdy skrywania. Nic z tego. Wyraźnie tworzą całość, której nie da rady podzielić według kryteriów fragmentarycznej krytyki. Krytyki funkcjonującej właśnie tylko dzięki rozrywaniu, szarpaniu, barbarzyńskim praktykom konsumpcji opartej na nożu i widelcu, żadnych pałeczek, rozrywanie zamiast uniesienia. W przypadku wierszy Jochera są to praktyki przynoszące mierny efekt. Głosu nie można przybić gwoździem do ściany, można się wsłuchiwać a ton w tym przypadku jest ważniejszy niż to co zostało powiedziane. O głosie tym z pewnością można coś powiedzieć. Jest szlachetny ( tak, tak), w żadnym wypadku nie spada do poziomu krzyku, czyli konfesyjnej maskarady. Przypomina szept, czyli coś co wypowiada się na ucho.

Sprawdź, czy w obrazie, który zamierzasz malować, nie ma barwy ciemniejszej; wyznacz jej miejsce i nałóż tę barwę szpachlą lub pędzlem; prawdopodobnie nie będzie ukazywała żadnego szczegółu ze względu na swój mrok. Następnie zabieraj się po kolei za najmniej widoczne niuanse, próbując wyznaczyć im odpowiednie miejsce, potem za półciemne; wreszcie pozostanie ci tylko rozpalenie świateł... Courbet wiedział co mówi.

Na początku była plama, więc zacznijmy od środków czyszczących. Wiersze Waldemara Jochera mogą tu posłużyć za przykład podobnego środka, ale robią coś zupełnie innego. Kiedy kończę czytać Resztę tamtego ciała, nie ma już i spodni i plamy. Obraz jaki widzi Waldemar Jocher, to całość języka i krajobrazu wokół niego, wiersz jest właśnie tym, rzeczą wśród wielu innych. Jednak nie dajmy się zwieść pozorom. Autor widzi słowo, a jego powidokiem staje się obraz, w tym wypadku tekst, który wymyka się temu światu, dlatego że ten pierwszy nie ma początku i końca w przeciwieństwie do tego drugiego - oswajanie ma dużo wspólnego z parowaniem. Na początku było słowo, którego nie było, nie można ująć tu niczego jak i dodać jakąś plamę.

Poeta wycofuje się a naczynia które stworzył pękają. Rzeczy i słowa uległy przemieszaniu osiągając stan totalności, której dokładnym odbiciem jest obsesja autora na punkcie tworzonego tekstu. Jocher przywraca wiarę w obsesję. To dzięki niej wchodzimy w otwartą przestrzeń tekstu obejmującego całość obrazu, tutaj nawet całość wyrazu, dlatego nie ma czego wrzucać pomiędzy płomienie. Autor kreśli mapę dzięki której znajdujemy drogę. Dałem plamę i lecę dalej. Szuka swojego głosu a poszukiwanie jest już odnalezieniem, to zwyczajna obcinka, kiedy charakter języka wypowiada wojnę obcinaniu włosów. Słowa stają się obrysem obrazu do wycięcia. Chwilowe doświadczenie musi nam wystarczyć. Otwarte na stronę tworzą przestrzeń dla życia. Pokazują jak być u siebie, będąc gdziekolwiek. Wiersze te nie udają, że są czymś innym, nie przypominają okularów, mówią w pełnym słowa znaczeniu.

Zejdźmy na ziemię gdzie plamy ścielą się gęsto. Sądzę, że wiersze Waldka nie spadły z nieba, przeciwnie, odbijają się od ziemi. Jest to kierunek odwrotny do kierunku jaki zazwyczaj preferują wszelkiego rodzaju prorocy. Oni czekają na słowa z nieba i nie znoszą tych które starują z najbliższego pagórka w górę, wzdłuż, wszerz, gdzie tylko zechce czytelnik. Może i autor jest zwolennikiem pewnej odmiany monizmu, jego sprawa, ale ja widzę tu labirynt bez wyjścia i jestem zadowolony.


Rafał Kwiatkowski, recenzja "Reszty tamtego ciała" zamieszczona w Magazynie "Cegła" - 05.01.2010 r.
wręczenie Nagrody im. Kazimiery Iłłakowiczówny za poetycki debiut 2009 r. dla tomu "reszta tamtego ciała"
fot. B. Zator


Instytyt Mikołowski 2009


Tu tomik do nabycia
http://www.dobraksiazka.net/reszta-tamtego-ciala-p-144599.html




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie