Adrian Sinkowski
Recenzje tomiku "Raptularz"
Sinkowski traktuje przy tym język niezwykle poważnie, nie szuka w nim dynamiki ukrytych możliwości i znaczeń. System językowy stanowi dla niego dar, o który trzeba dbać i który należy starannie pielęgnować. Ale poza tym jest w tych wyprawach poetyckich w przeszłość coś naprawdę niezwykłego, co łączy się z tajemnicą istnienia, w której wymiar duchowy świata poznaje się przez jego kształt fizyczny.
[Wojciech Kaliszewski, "Fronda Lux" 2016, nr 80]

Ten poeta ma swój styl, wszystkie jego wiersze nie dość, że wyróżniają się precyzyjnym rysunkiem graficznym, to jeszcze napisane zostały klarownym, czystym językiem. Autor posługuje się jednowyrazowymi tytułami, w ten prosty sposób określając tematy poszczególnych wierszy. Jego liryka jest w dużej mierze opisowa. Poeta bardziej zajmuje się otaczającym światem, dziejącą się i stającą się nieustannie na jego oczach rzeczywistością, niż sobą samym. O tym, kim jest i jaki jest mówi nie bezpośrednio, lecz pośrednio, bo poetę poznaje się zarówno po tym, co mówi i jak mówi. Nie wiem jak potoczą się poetyckie losy Adriana Sinkowskiego, ale w moich oczach jest on jednym z dwu-trzech najlepszych poetów, jacy zadebiutowali w ciągu ostatnich pięciu lat.
[Janusz Drzewucki, "Magazyn Literacki Książki" 2016, nr 4]

Świadomość nie ma granic, bo też one "nie są tym, czym się wydają". Rozpływają się, rozpraszają, przykrywa je cień. Tylko nieraz nagle wydobywa je na jaw światło. Właściwie po co? Zastanawiam się, czy właśnie nie krążę wokół najgłębszego paradoksu tej poezji. Bez światła nie ma życia, a jednocześnie światło ujawnia zbyt wiele, dzieli, narzuca, rozszczepia. Tu wybrano życie w świetle ze wszystkimi konsekwencjami i udrękami, które spróbowano jakoś nazwać, uporządkować, opowiedzieć.
[Karol Maliszewski, "Wyspa" 2016, nr 2]

Mam zresztą wrażenie, że między "Raptularzem" a dawną poezją istnieje pewne podobieństwo. Idzie o chęć przeniesienia pojedynczego doświadczenia w szerszy kontekst, nie chcę od razu powiedzieć, że polityczny, ale z pewnością poza to, co wyłącznie jednostkowe, czysto prywatne. Jeśli jest tu niezrozumiałość, to jest proporcjonalna do trudności sprawy. Czytając, miałem uczucie nadzwyczajnej potoczystości, ogromnej klarowności językowej, braku literackiego fałszu. To są wiersze bez skuchy. Ale też trzeba powiedzieć, że są to wiersze poważne i - jak się mówi w Warszawie - na temat. Jeśli bywają trudne, jeśli się nie składają w proste odpowiedzi, to nie dlatego, że poeta lubi zawiłość, ale dlatego, że chce nam powiedzieć: to się tak łatwo nie składa.
[Dariusz Karłowicz, "Wyspa" 2016, nr 2]

Żałoba, wpisana w codzienność, podszyta światłem, ustępuje granicom, które się zacierają, których nie ma. To granice między synem a ojcem, między dzieckiem a rodzicem. Kluczowe utwory to "Symetria" i "Zapadnia": w pierwszym, bardzo ironicznym, podmiot jest rodzicem i chce się wyleczyć z agresji do dzieci - doskonale to rozumiem, mission impossible - w drugim rodzic, mając swoje dzieci, przechodzi na stronę ojca, który z kolei przechodzi inną granicę.
[Justyna Sobolewska, "Wyspa" 2016, nr 2]

Kto dzisiaj pisze trzynastozgłoskowcem? Adrian Sinkowski. To jednak nie są ani metrum, ani tematyka znana z lekcji języka polskiego. Sinkowski pozornie opowiada o świecie, który znamy na co dzień. A jednak - tylko pozornie. Za kolejnymi, czasem obyczajowymi, niekiedy wręcz epickimi obrazami, kryją się kolejne znaczenia. Za nimi czasem jeszcze następne.
[Marek Horodniczy, teologiapolityczna.pl, dostęp: 21 marca 2016]

W zetknięciu z wierszami z tomu "Raptularz" czuję się jak człowiek, który przypadkiem podsłuchał fragment osobistego zwierzenia czy wręcz jak intruz człapiący w krainie cudzych myśli - zbyt mało, żeby zrozumieć, dość dużo, by dać się zaintrygować i popłynąć za własnymi skojarzeniami, wspomnieniami, pragnieniami i lękami. Pobudza je do życia odciśnięty w wierszach Adriana Sinkowskiego świat najzwyklejszych, chropawych rzeczy: krzesła pokryte skajem, kubek ze styropianu, zardzewiałe garnki, kopce palonych liści, kontenery śmieci.
[Ewa Kiedio, teologiapolityczna.pl, dostęp: 21 marca 2016]

Tomik Sinkowskiego ułożony z wierszy pisanych w ciągu jedenastu lat to po trosze "portret artysty z czasów młodości" obrazujący niechętną, pełną wahań i tęsknych spojrzeń wstecz, wędrówkę w dorosłość, przekraczanie granic dzieciństwa, którego magiczny, zaklęty krąg nieuchronnie roztapia się w zdegradowanym świecie, "ulepionym z błota", pełnym kurzu, dymu, rdzy, pleśni, suchych liści, potłuczonych butelek. Roztapia się, ale jednak nie bez reszty, trwa w okruchach wspomnień, wabi, przywołuje i nawet nieoczekiwanie uobecnia się na nowo, za kolejną granicą, wytyczoną siłą wyobraźni własnych dzieci, dla których "Ślady po dorosłych - zapach perfum w łazience, / syf przed klatką, szminka odciśnięta na szklance - / zlewają się, tak jak dorośli, z otoczeniem".
[Wanda Zwinogrodzka, teologiapolityczna.pl, dostęp: 21 marca 2016]

To poezja bardzo - warto użyć tego słowa, chociaż wiem, jak bardzo jest nadużywane - melancholijna. Zdjęcie jako łącznik nie łącznik z przeszłością, rana czy siniak jako jedyne, co zostaje ("Grawitacja") - wszystkie te figury składają się na melancholijny obraz świata. Nawet budowa tych wierszy wzmaga to poczucie: regularne strofy, wiele wierszy izosylabicznych - daje wrażenie jakiejś transowości, szczególnie gdy czyta się tę książkę naraz, jako ciągłą opowieść. Tropy melancholijne podsuwa sam autor. Jak w wierszu "Echo", będącym (nie jedynie, rzecz jasna) opisem starych, rdzewiejących garnków, który kończy się niespodziewanie parafrazą słynnego hasła melancholików: "nic, które boli". Sinkowski idzie jakby dalej, bo pisze o chłopcu pojawiającym się w tym tekście: "nic, które go zjada".
[Karol Płatek, "Twórczość" 2016, nr 7-8]

Zarówno dzieci, jak i dorośli stemplują swoją obecność na otaczających rzeczach i wcale nie są to stemple ozdobne. Ogólny bałagan wskazuje na bezradność dorosłych. Na zdominowanie ich przez brud i dzieci. Znów pojawia się chłopiec w oknie, chce, żeby mu powiedzieć, kim jest człowiek grzebiący w śmietniku. Ciekawe, co zrobi z tą wiedzą. Ten chłopiec w oczach rośnie. Ma dziecko. Obserwuje, jak wymyśla nazwy.
[Joanna Szwarc, "Latarnia Morska" [online] 2016, dostęp: 7 maja]

Że codzienność może stać się tworzywem poezji, pokazał już Białoszewski. Ale chyba w większym stopniu twórczości Adriana Sinkowskiego patronuje Herbert ze swoją poezją, przyobleczoną w klasyczny kostium, ale nowoczesną. Widzimy w tych wierszach, że wyprawa do Auchan, spacer po blokowisku, zabawa w osiedlowej piaskownicy czy stanie w korku to również przestrzeń metafizyki. I filozofii, bo wciąż obecny jest w tej poezji namysł nad istotą rzeczy, nad ich nietrwałością i kierunkiem, w którym podąża świat.
[Mariusz Cieślik, "Wprost" 2016, nr 19]

Te granice między życiem a śmiercią nie są jedynymi, o których mówi Sinkowski. Demarkacje dotyczą wielu zjawisk, nieustannie zjawiają się w procesach myślowych, podlegają dyfuzji, są płynne, chybotliwe, nie sposób ich określić, wymykają się bowiem konkretnemu definiowaniu. Bywa, że nieruchomieją, zatrzymują się, są nie do przejścia, znikają, ale również "idą z dymem, prują się jak pościel".
[Barbara Sokołowska, "Topos" 2017, nr 2]

Granica między dzieciństwem a młodością okazuje się płynna, podobnie jak granica między młodością a dojrzałością. "Granice nie są tym, / czym się wydają", stwierdza bohater w wierszu "Sponad", przyglądając się szkolnemu zdjęciu sprzed siedmiu lat. Dom rodzinny, który odwiedza bohater, rozpada się, garnki, nad którymi się pochyla, pękają, zarastają rdzą, a konfitury w piwnicy pokrywają się warstwą pleśni. Figura granicy pojawia się w książce wielokrotnie, także jako element świata fizycznego, na przykład jako linia wierchu czy mur na podwórku.
[Marcin Orliński, "Plus Minus" 2017, nr 16]
Adrian Sinkowski
fot.


Raptularz (2016)






Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2017  Fundacja Literatury w Internecie