Jakub Winiarski
Rec "Kroniki widzeń złudnych z "Tygla Kultury" (Marcin Pietrzak)
Jakub Winiarski, autor drugiej po Loqueli wydanej w tym roku powieści "Kronika widzeń złudnych", w nocie odautorskiej cytuje Paula Valéry’ego, który twierdzi, że nie ma pisarzy oryginalnych, są tylko ci, którzy ich udają. Winiarski nie udaje, że jest odkrywczy, zdecydowanie manifestuje swój synkretyzm. Zapożyczenia i wpływy stają się nie tylko metodologią, ale także swoistą filozofią jego twórczości.
W Loqueli, gdyby nie refleksja nad zagadnieniem miłosnego dyskursu, mielibyśmy do czynienia z nudnym i przegadanym romansem. Podobnie rzecz się ma z Kroniką widzeń złudnych - sfabularyzowanym pamiętnikiem Norberta, który nazywa siebie narratorem przygodnym, kronikarzem własnych przeżyć, tudzież komentatorem przeżyć bliskich mu osób: jasnowidzącej kochanki Luizy (pierwsza część książki pt. Yoni) oraz katolickiego mistyka Izajasza Anioła (część druga Aureola). Wątki fabularne, które w relacji Norberta stają się figurami pamięci, osadzone są w eksponowanej płaszczyźnie mowy odnarratorskiej. Bohater, w tym wypadku powieściowe "ja", przekonuje, że opowiadanie jest powszechnym sposobem, jeżeli nie poznania świata - bo w porządek rzeczy i sens idei Norbert nie wierzy - to przynajmniej oswajania się z nim. Narracja, jakby powiedzieli kognitywiści, jest poznawczą reprezentacją rzeczywistości, stanowi uniwersalną zasadę ludzkiego umysłu. Jednak z naturalnej potrzeby opowiadania nie wynika przekonanie, iż świat jest strukturą uporządkowaną. Sceptycyzm Winiarskiego polega na podważeniu nie tylko sensu ludzkiego losu (wiary bohaterów we własne działania), ale również na ciągłym powątpiewaniu w skuteczność własnej misji narratorskiej. Pisarz pytaa o prawdę, sens i porządek opowieści, jednak zdaje sobie sprawę, że naraża się na wtórność, że również w tym przypadku stoi za nim określona tradycja (autotematyzm), która niweczy szansę choćby na odkrywcze zaprezentowanie własnej sytuacji. Pozostaje mu jedynie konfabulacja, "sztuka niedomagania się sensu". Pisanie, jakkolwiek może posiadać znaczenie pragmatyczne, np. kompensacyjne (Norbert, jak wielu bohaterów współczesnej młodej prozy, miał "przetrącone" dzieciństwo), jest działaniem wtórnym, ma charakter całkowicie fikcyjny. To, co wydarza się w planie fabularnym, potwierdza ostentacyjny sceptycyzm narratora. Świadczyć o tym może banalne (jak się wydaje z premedytacją ocierające się o kicz) porównanie, które w innym miejscu utworu obrazować miało literacką twórczość. Autor pisze, że "Życie to zmarszczka na fali, którą widzisz na oceanie, a ocean to wszechświat, o którym nikt nie ma w ogóle pojęcia". Swoja-nie-swoja mowa narratorska z powodu nadświadomości tradycji literackiej staje się, (podobnie jak życie) bełkotliwa, bezstylowa i trywialna.
Norberta poznajemy jako podrywacza i lowelasa, kpiarza i melancholika, współczesne wcielenie Don Juana, który bez skrupułów, żyjąc w związku z Jasnowidzącą wróżbitką Luizą - młodą dziewczyną zafascynowaną psychologią głębi, magią i kulturą wschodnią (na jej półce odnajdziemy książki Perlsa, Junga, Eichelbergera i mistrzów jogi), uwodzi inne "zaślepione" kochanki. Luiza, zgodnie z wyznawaną i praktykowaną filozofią buddyjską, związek dwojga ludzi pojmowała jako stan wyższy, samo bycie, a akt seksualny jako wzniosłe Misterium. Jej kochanek drwił z egzaltacji partnerki, uznając, że ars amandi to "transcendentne i mistyczne figo-fago" albo "Tantra, czyli sztuka świadomego bzykania". Jak twierdził, różnica to jedynie sprawa Języka: "Ona była sacrum, ja byłem profanum. Ona była jak promienisty gotyk z jej strzelistym oddaniem, ja byłem niczym późne rokoko - dekadencja i przerafinowanie. Ponieważ jednak, co wiedzą smakosze win i kasztanów, przeciwieństwa lgną do siebie najmocniej, niczym pszczoły do kwiatowych pyłków, mieliśmy się całkiem dobrze." Metoda kontrastowania na różnych poziomach tekstu wydaje się głównym chwytem literackim tej powieści. Jej kulminacją i symbolem jest namalowany przez Izajasza obraz-palimpsest przedstawiający Madonnę w płatkach lotosu. Winiarski, mieszając języki religii, sztuki i uniesień miłosnych, odwołuje się do atmosfery fin de sičcle, z szeregiem postaw charakterystycznych dla moderny, które z czasem stały się ogranymi chwytami literackimi (w tym względzie Kronika widzeń złudnych przypomina zeszłoroczny debiut Błażeja Dzikowskiego Pies), począwszy od figury femme fatale, ezoterycznej kochanki Luizy, poprzez interesownego mieszczańskiego kołtuna Remigiusza Kolca, nihilistę i libertyna Norberta a kończąc na dekadencie i mistyku religijnym Izajaszu Aniele, który sztukę traktował jak doznanie mistyczne i twierdził, że artysta to "poganin w nieustannym stadium nawrócenia".
O ile związek z Luizą stał się pretekstem przede wszystkim do analizy sfery emocjonalnej, o tyle przyjaźń z Izajaszem Aniołem obrazowała sceptycyzm religijny Norberta. Izajasza poznajemy jako undergroundową legendę, natchnionego artystę rzeźbiarza, malarza, poetę i mistyka, słowem "interdyscyplinarnego geniusza", momentami patetycznego i banalnego, momentami zaś bardzo przenikliwego. Jego życie było jednym wielkim bólem istnienia, walką z mamonami współczesnej masowej sztuki, interesownej polityki, spłyconej i zrytualizowanej religijności, było popadaniem w szaleństwo i przezwyciężaniem go. Izajasz swoją niespotykaną siłą woli i przekonywania zdołał nawet zachwiać wiarę Luizy w sens jej ezoterycznych praktyk. Dla Norberta był nauczycielem i mistrzem, ingerencją sił nadprzyrodzonych, objawieniem, które, przynajmniej w obszarze emocji, przełamywało jego nieprzejednany sceptycyzm.
W postawie oraz deklaracjach bohaterów odnajdziemy szeroko zakrojoną krytykę współczesności. Rzeczywistość kulturowa, spreparowana przez media, jawi się jako śmietnik wypaczonych idei i gustów (z czego szczególnie niezadowoleni są Izajasz i Luiza, przekonani o tkwiącym gdzieś głęboko sensie istnienia). Winiarski połączył biblijną i ezoteryczną tradycję z trywialną współczesnością, obrazując dzielącą je przepaść, ale również pokazał wykorzystanie tej tradycji przez kulturę masową. Idee potaniały i stały się przedmiotem handlu. Człowiek niczym w markecie może wybrać coś dla siebie z szerokiej intelektualnej czy moralnej oferty: tao, ekofeminizm, new age, techgnoza, anarchizm, mistycyzm, a nawet katolicyzm. Wybierając jednak jedną z ofert, człowiek zaczyna być postrzegany jako outsider. Przyjaciele Norberta nie mogą się pogodzić z wszechobecnym cynizmem współczesnej kultury i sztuki, która sprowadzona zostaje najczęściej do roli kolekcji a nawet konfekcji, stając się erzacem współczesnego filistra. Podobnie rzecz wygląda z prezentacją rzeczywistości oraz kształtowaniem opinii publicznej. Winiarski zahacza również, by się tak wyrazić, o "gorące" tematy publicystyczne: aborcja, homoseksualizm, eutanazja, tolerancja religijna, postać papieża itp., nie szukając głębszych przyczyn poprawności czy częściej niepoprawności politycznej. I w tym wypadku chodzi mu bardziej o zasygnalizowanie problemu, niż o próbę jego analizy. Wnioski autora Kroniki widzeń złudnych jako współczesnego spadkobiercy moderny są oczywiste. Bezsens świata i degradacja człowieka powodują, że możemy wybrać postawę szydercy lub nihilisty albo po prostu zamilknąć.
Książka Winiarskiego zadziwia rozmachem podejmowanych problemów, jest tekstem gęstym, dojrzałym i świadczy o dużych możliwościach intelektualnej analizy. Pomijając mój stosunek do - by tak rzec - literackiego światopoglądu warszawskiego prozaika, wskazałbym jeden ważny mankament charakterystyczny dla twórczości większości młodych prozaików z pokolenia roczników siedemdziesiątych. Mianowicie, krytycyzm wobec prezentowanych powieściowych problemów, przechodzący momentami w sarkazm, sprowadza się zazwyczaj do gestu negacji. Winiarski, obstając przy z ducha dekadenckiej postawie nihilisty i szydercy albo Gombrowiczowskiego prześmiewcy, tak naprawdę nie próbuje tych postaw zdiagnozować, nie stara się wskazać przyczyn własnego stosunku do prezentowanej rzeczywistości.

Marcin Pietrzak
Jakub Winiarski
fot. E.K.


Kronika widzeń złudnych, Zielona Sowa, Kraków 2004
Loquela, Zielona Sowa, Kraków 2004






Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie