Jarosław M. Gruzla
Ryszard Tomczyk - Wzrokiem wewnętrznym...
O podróży i podróżowaniu jako podstawowym motywie twórczości poetyckiej Jarosława M. Gruzli pisałem już kilkakrotnie. Mówię o podróżowaniu czasoprzestrzennym, wywodzącym się z wyobraźni tyleż romantyków, co i surrealistów, a mającej przecież swój mocny fundament również w świadomości i wrażliwości czasów postępującej globalizacji oraz kształtowania się cyberprzestrzeni. Wiadomo, że rozwój cywilizacji intermedialnej niweczy wszelkie ustalone tradycją odległości, pozwalając na nakładanie się na siebie obrazów i znaków różnych epok, kultur i przestrzeni. Ów kult rozpętanej imaginacji i zafascynowanie (co prawda niekiedy nie pozbawione też autoironii) możliwością kojarzenia rzeczywistości widzianej w rozpryskach - stwierdzam - stanowi stałe znamię twórczości poetyckiej autora zbiorku "smak teraz", opublikowanego nakładem Biblioteki SEKA (Elbląg 2003). Mechanikę tegoż - by nie być gołosłownym - wykłada sam poeta w wierszu "Zlizywanie śladów. Ogień":

[...]
Całość
wymiotowała razem ze mną. Na makatę
w peruwiańskie wzory leciały ułamki
obrazów, urwane zwroty, przewiercone
zdarzenia i drżące konstelacje zdarzeń
.
[...]

Nieustanne poetyckie wojażowanie Gruzli ma rozliczne ukorzenienia i motywacje. Należy do nich jakże popularna wśród młodszych pokoleń poetyckich a wywiedziona m in. z filozofii, religii i kultury Wschodu, np. z buddyzmu - skłonność do nieangażowania się w jakiekolwiek bieżące spory i racje ideowe oraz do pozostawania wobec nich w stosunku nadrzędnym i w ogóle filozoficznym. Tkwią one w sięgającym jeszcze doby romantyzmu motywie twórcy posłannika, samotnika, filozofa i podróżnika, niezłomnego poszukiwacza prawdy, uprawiającego refleksję nad problemami ostatecznymi, nieskończenie ironizującego ze świata pospolitych zjadaczy chleba a nie wolnego od zawsze mu towarzyszącej dozy samouwielbienia. Zdaje się nie ulegać wątpliwości, że u źródeł tych predylekcji tkwi stary jak świat podział na rzeczy proste, jawne, dostępne potocznemu oglądowi i doświadczeniu oraz ukryte, tajemne, wewnętrzne. Jak wiadomo teorię wracania czy wchodzenia w siebie (wchodzenia równoznacznego z wewnętrzną kontemplacją) sformułował ongi niemiecki poeta i filozof Novalis, kładąc tym samym podwaliny pod poezję romantyzmu i symbolizmu. Armia poetów podążających drogą wskazaną przez Novalisa, biorąc z grubsza, zawsze uznawała, że drogą do prawdy jest ustawiczne forsowanie przegrody między sensualnym i jawnym a wewnętrznym i ezoterycznym, i że poeta jako wydobywający na powierzchnię to, co wewnętrzne jest z powołania najbliższy prawdy. To on, zawsze tkwiący pomiędzy - jak formułuje Gruzla już w pierwszym wierszu zbiorku pt. Wszystko proste ostateczne - poszukuje ukrytym umysłem trwałej ułudy, by wydobywać z głębi na powierzchnię wyobrażenia rozlicznych stanów świadomości i bezruchu. Właśnie wewnętrzne czyni widzianym i słyszanym to, co niewidziane i niesłyszane. W każdym razie wkraczanie do wnętrza równoznacznego z sacrum, z przebudzeniem i odrodzeniem stanowi narzucający się uwadze motyw zbiorku i stanowi klucz do jego interpretacji.
Wkraczam w to cały, niezmiennie wewnątrz - mówi w "Przebudzeniu". Tutaj, Wewnątrz / sjestą jest każda chwila świadoma mocy - w wierszu "Prośba o". "Wewnętrzny wzrok zanurzałem / w jeszcze jeden hotel, jeszcze jedno święte / miasto ("W oczekiwaniu na”). Serce i samotny obłok rezonują / Wewnątrz jest wszystko: Myśl - Słowo - Dążenie" ("Pieśń przemian"). Albo - "i odróżniam / tęsknotę od spokojnych po firmament obrazów / z równin najbardziej Wewnętrznego Domu" ("Odrodzenie") czy "I mity do Wewnątrz / mówią mitycznym językiem" („W sprawie mitycznego upadku”).
Na podstawie tych i innych fragmentów można by się wręcz kusić o uogólnienie, że w zakresie programowym poezjotwórstwo Gruzli stanowi obecnie po prostu repetycję niegdysiejszych doktryn symbolizmu. Tymczasem przy rozlicznym, niekiedy wręcz nieznośnym, deklarowaniu przez poetę swego posłannictwa oraz nadrzędności w stosunku do tych, co odbierają świat powierzchownie, jak i innych analogiach z pięknoduchami czasów symbolizmu, stwierdzić należy, że tak nie jest. W żadnym z poprzednich zbiorków Gruzla nie troszczył się o tak wyraziste, jak to dzieje się w obecnym tomiku samookreślenie poetyckiej roli i misji artystycznej. Puentę ostatniego wiersza tomiku ("I stało się tak. Jest") stanowi wywód:

[...]
Migruję w kolejne zlewiska. Tak
Wgląd jest niedosięgły, prosty,
naturalny jak wypróżnianie się jogina.
Tak. Gdyby nie to, że wybuchy na Słońcu
i Ludwik XIV, i Soso, i Montezuma,
gdyby nie to. I ponieważ przez szpary
oczu oślepia mnie ta cała nagłość
i ostrość. I ponieważ słucham cały
skrzydeł stalowego ptaka, wzlotów
nietoperza i upadku człowieka -
jestem doskonałym lustrem, jestem
w blasku, prawie syn Słońca
.
[...]

Otóż to. Poeta jako prawie syn Słońca, mimo rażącego współczesne ucho a przypominającego parnasistów samouwielbienia, pozostaje przecież także dziecięciem czasu, rejestratorem epoki burzliwych przemian, konfliktów i dramatów. Zdaje sobie sprawę z ambiwalencji postępu cywilizacyjnego, identyfikuje się z ofiarami totalitaryzmów i przemocy, manifestuje nawet swą pozycję jako świadka rzezi w pacyfikowanej Katalonii, choć - jak mówi - "nie byłem dotąd w Katalonii, zaś o rzeziach miałem szczęście tylko słyszeć" ("Tym razem w Państwie Środka"). Jest - skoro tak chce i uważa - lustrem czasu (bo czy doskonałym - o to można by się spierać), konstatatorem zarówno zdarzeń i przemian, jak i powracania tych samych odwiecznych, egzystencjalnych wątków; zarówno ulotności, jak i trwałości świata tego. Jego muza równouprawnia to, co konkretne, dynamiczne, podlegające doświadczeniu zmysłów, z materią intelektualną, tzn. z warstwą refleksji nad kształtem świata pełnego dylematów. Jak np. w wierszu pt. "Jak?":

[...]
Flotylla kajaków przecina miasto, jak
ser, na pół. W sanktuarium świata
rytuał dnia. Z komunią w wielości.
Pod drzewem skrzek życia w zgniliźnie
liści. A może? Wszystko poczyna się
w ciemności: Europa spływa krwią -
dalmatyński brzeg zamarł i w Babilonii
ptaki wydziobują oczy grobom. Czar?

Życie trwa. I będzie. Od kiedy
prawda, że mrok ostatni?

[...]

Zabiegi stylistyczno-kompozycyjne, polegające na żonglowaniu metaforami, zestawieniami, niedopowiedzeniami i obrazami gęstymi od aluzji stanowią w rozumieniu poety - jak już powiedziałem - ową drogę ku WNĘTRZU czyli Światłu i Prawdzie. W rezultacie mamy do czynienia z prawdziwym kołowrotem "wydobywanych - jak sam mówi - na powierzchnię wyobrażeń odmiennych stanów świadomości i bezruchu, gdzie wszystko staje się proste ostatecznie: letarg, dal i fazy wzrostu,/ umysł, brzytwa czasu, tory, przemijanie" ("Wszystko proste ostatecznie"). Wynikających z ruchu obrazów oraz rewelowanych w uogólnieniach, głębin - co prawda - raczej przymało, tzn. nie są to odkrycia poszerzające czy korygujące stan naszej świadomości. Nad wszystkim dominuje spostrzeżenie Heraklitowe, iż wszystko płynie, a nad tym wszystkim tkwi dialektyczna jedność przeciwieństw - początku i kresu czegokolwiek:

[...]
"Dzień spełnia się dniem
brnąc ku nocy - życie i śmierć,
i odrodzenie, i zmierzch chceń
"
[...]
("Przebudzenie").

Nie brak więc tu medytacji na temat niezmienności reguły ustawicznych zmian czy nawet pytań iście Różewiczowskich: - czy poezja po holocauście może się poczynać? Czy też odniesień do różnych struktur totalitarnych krępujących swobodę myślenia. Oczywiście nic w tym przestarzałego, niewiele jednak odnawiającego nasz sposób myślenia, korygującego i naprawdę stanowiącego smak nowy. Myślę jednak, że nie należy stawiać poecie zbyt wysokiej poprzeczki i domagać się od niego skutecznego rywalizowania z filozofami, skoro jego powinnością - a Gruzla właśnie takie zadanie sobie stawia - jest dawać wyraz własnej wyobraźni, powodowanej złożonością świata, acz dość patetycznie traktowanej jako sondowanie WNĘTRZA. Oczywiście, mamy tu do czynienia także z całym wachlarzem towarzyszących powinności. Poeta bowiem stawia sobie za cel - tradycyjnie: uwznioślać to, co godne, jak i uciszać, ale i zostawiać ogień i żar, również ocalać osiadanie porywów. Nasiąknąć całością ("Cisza. Ponowne odkrycie") jak i błogosławić omszałym drzewom ("Czas kwitnienia /miasto - rzeka - kraj/”). Jego domeną jest metafizyka / miejsca narodzin i "ciągła przemiana / zestrajam się z łagodną wonią trwania, / zadziwiam się ponownie, wyszukuję / i uzasadniam - co warte uwznioślenia/ dostępuje samonarodzin" (”Niekoniecznie pod wpływem peyotlu").Zakłada więc możliwość iście demiurgicznego dźwigania niemal wszystkich funkcji dotychczasowej poezji. Bycia równocześnie i ciszą, i ogniem, i nie angażującym się rejestratorem życia, i poetą hymnicznym, i niestrudzonym podróżnikiem, tzn. wędrowcem cywilizacji przełomu ("W oczekiwaniu na").
Nie dajmy się zwieść tym deklaracjom i formułowanym niemal expressis verbis autoprezentacjom. Bo przecież, czymś istotniejszym niż programowe przesłania jest sama materia jego poezji, zatem to, z czym faktycznie mamy do czynienia. Jej istotę zaś stanowi intensywny ruch wyobraźni, wynalazczość i celność metaforyki, zręczność w oscylowaniu między obrazami oraz fakturami a także spore majsterstwo w deklinowaniu tempa pokręconej karuzeli. Faktem jest, że Gruzla jest poetą w pełni dojrzałym, że odznacza się dobrym warsztatem słowiarskim i że w związku z tym taryfy ulgowej jego twórczość już nie wymaga.
Chcę jeszcze podkreślić, że cechą znamienną tej poezji jest wynikająca niewątpliwie z kontrowersyjnej koncepcji posłannictwa (wzmiankowane drenowanie WNĘTRZA), jak i dystansowania się wobec ludzi - kretów, skłonność do uświęcania rzeczy, uwznioślania, więc i estetyzacji. Zdaje się bowiem aż nadto oczywiste, że do konduity poetów kaskaderów, autorów gniewnych, zbuntowanych i szalonych Gruzla nie należy. Bliżsi mu są zapewne autorzy w rodzaju Mallarmego czy Rilkego, tzn. raczej pięknoduchy niż wściekli, wywodzący się od Rimbauda. Stąd też zabiegi estetyzacyjne towarzyszące kreowaniu świata niż skłonność do prowokacji. Ta znamienna dlań tendencja wyraża się w skłonności (która - niestety - stanowi już manierę) do epatowania dziwnością materii obrazowej, więc upodobaniem do żonglowania słownictwem wyszukanym, niepospolitym, w szczególności kategoriami obcojęzycznymi (w znacznym stopniu pochodzenia orientalnego), wymagającymi czytania jego wierszy z leksykonem w ręku, jak i szczególnej kultury czytelniczej. Myślę, że przejrzyste świadectwo temu daje wiersz pt. "Niekoniecznie pod wpływem peyotlu", choć i w innych utworów od takiego praktykowania, w tym popisywania się erudycją w zakresie nazwisk, wydarzeń historycznych naukowych terminów, nazw geograficznych, marek samochodów itp., aż trzeszczy:

[...]
Kiedy na półkach kruszeją wynurzenia
Baudelaire'a, Huxley'a i od Castanedy
Don Juana, odkrywam - urodziłem się, teraz
śpię, a jutro zasnę na szlaku, gdzie następca
Schliemanna, rozkopując miejsce pod kolejną
autostradę odnajduje rzymskiego solida,
w Sambii zakochanym spływa bursztynowa
łza prosto z plaży i że człowiek
w poszukiwaniach nie ustawał: na Malajach
i w Radżastanie przeżuwacze betelu plując
obficie powołali do trwania Czerwone
Morze i wybrzeża usiane wioskami
Rastafarian, ziemia wtedy drżała w Medellin
i na Wschodzie, a rodziła szał, złotodajne
pola i pielgrzymie szlaki czcicieli konopi,
potem w Hamburgu, Zurychu czy na Nowym
Świecie szuflada marychy kosztowała drżenie
rąk i u źródeł, pod Kabulem pasterze
w kiszłakach dymem makowym otumaniali
głód, leżąc w odlocie, jak na starych
fotografiach mandaryni ciągnący z nargili
ambrozję Cipangu; tajni agenci żuli wtedy
efedrynę, dzieci z Osz - naswaj
... etc.
[...]

Raczej nadmiar niż niedosyt tego rodzaju praktykowania przy równoczesnej nieobecności w poezji Gruzli peryferyjnych stref kultury oraz stronieniu od pospolitości sprawia, że można by postawić jej zarzut pięknoduchostwa. Nie byłbym pewny jego zasadności, ponieważ - czego starałem się już dowieść - nie brak tu ironii odnoszącej się do natury świata i człowieka oraz stylistyki zgrzytu. Faktem jest, że mamy do czynienia - co stwierdziłem również przy interpretacji jego poprzednich zbiorków poetyckich -z poezją dojrzałą, znaczącą, zużytkowującą doświadczenia stylistyczno-warsztatowe liryki nowoczesnej, poczynając od symbolistów, poprzez Rilkego, Apollinaire'a i kubistów do autorów współczesnych, usiłujących znaleźć jakiś wspólny język z rzeczywistością epoki intermediów i oszałamiającego rozwoju techniki i cywilizacji.

Ryszard Tomczyk

Jarosław M. Gruzla, "smak teraz", Biblioteka SEKA - tom 8, Biblioteka Rękopisów Fundacji Elbląg - tom 1, Wydawca: Stowarzyszenie Elbląski Klub Autorów, Elbląg 2003, ss. 51.

Kwartalnik Elbląski. Tygiel, Elbląg 4(33)/2003; Tomczyk R., Recenzje literackie, Elbląg 2005.
Jarosław M. Gruzla
fot. M. Malinowski


Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010
smak teraz, Elbląg 2003
Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998


Od maja 2010 r. do nabycia w krakowskim Wydawnictwie Miniatura (http://www.miniatura.info.pl/) jest najnowsza książka poetycka pt. Wersety o Nieograniczoności. Starsze książki: Kolej transsyberyjska i Smak teraz są do nabycia u autora.




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie