Jarosław M. Gruzla
Edyta Łukawska - Harmonia wielości
[...]
ja obserwator, tropiący struktury i prawa
[...]
(„Utopia. Tego dnia drzewa parowały turkusem”)

Czytanie "Kolei transsyberyjskiej" Jarosława M. Gruzli było dla mnie dużą przyjemnością. Nie jest to łatwa poezja, {ale nie znaczy to, że jest zamknięta dla wnikliwego czytelnika. Przede wszystkim nie zamknięta pod względem estetycznym. Mimo roli jaką odgrywają w tych wierszach myśli, rozumienie, odniesienia do kultury, autor nie zaniedbał ich formy, dzięki czemu nie stały się esejami filozoficznymi rozpisanymi na wersy. Nie ma tu niepotrzebnych konstrukcji, jakichś nienaturalnych metafor, które z niczym się nie kojarzą. Intelekt i intuicja wspierają się wzajemnie. Choćby fragment wiersza „Utopia. Tego dnia drzewa parowały turkusem”, gdzie podmiot liryczny tak opisuje siebie: czujący starożytność dębu w sobie. W związku z tym określeniem przypomina mi się pewien wiersz Herberta — rozważania obracające się wokół skojarzenia czasu historii ze słojami narastającymi w pniu drzewa. A jednak dąb (drzewo kojarzące się ze starością) to także — i chyba przede wszystkim - natura. Czym wiec jest starożytność? Pierwotnością biologiczną czy ludzką "dawnością"? (Zresztą naturą można pojmować nie tylko jako rytm, stale powtarzający się cykl, ale także jako historię)

Każda rzecz, czy to biologiczna, fizyczna, czy kulturowa, jest wpisana w przestrzeń i czas. Wszystkie razem tworzą rzeczywistość — istnieją nie same, ale w kontekście, jako część struktury. I stąd charakterystyczna forma wielu utworów w tym zbiorze. Wielość. Ogromna liczba wymienianych nazw, rzeczy, pojęć. Niektóre wiersze przypominają litanie albo wyliczanki. Wyliczanka to lepsze słowo, nie mamy bowiem do czynienia z próbami uchwycenia jakiegoś jednego fenomenu i nadania mu właściwego imienia, ale z całymi listami odrębnych przedmiotów. Wiedza o pojedynczej rzeczy nie może zaspokoić ciekawości kogoś, kto chce pojąć WSZYSTKO — tak się przynajmniej wydaje.

[...]
Wzrokiem przepytuję wszystkie sprzęty świata
o sens, po co i kiedy.

[...]
(„Utopia. Tego dnia drzewa parowały turkusem”)

Nic tak dawno byłam nieco przerażona nadmiarem przedmiotów, pojęć, faktów, które do tej pory zaistniały. Uczenie się historii powszechnej czy historii sztuki wydawało mi się bezsensem, skoro i tak nie dowiemy sie o wszystkim, co było. A skoro nie poznamy całości, nie możemy spodziewać się, że w ten sposób pojmiemy naturę wszechrzeczy. Indukcyjne gromadzenie informacji było dla mnie tylko chomikowaniem.
Gruzla podchodzi do tego inaczej. Nie wiem, czy choć trochę traktuje kulturę jak śmietnik, ale na pewno nie tylko tak. Raczej już jak magazyn czy nawet skarbiec. Jest to coś uporządkowanego, choć system, wedle którego rozmieszczono w nim rzeczy, może być dla nas labiryntem. Cała rzeczywistość jest widziana jako kosmos, nie jako chaos, zarówno to, co skończone, jak to, co wieczne. Nie ma ostrego rozdzielenia, nieprzekraczalnej granicy miedzy tworami ludzkiego umysłu i rąk a przyrodą. Blask zachodzącego słońca pilnuje / wiecznej harmonii rzeczy ("Axis mundi") — i dotyczy to całości świata.
Gruzla ma świadomość, że umysł, postrzegając, przekształca rzeczywistość. To nie znaczy jednak, że rzeczywistość prawdziwa jest dla nas nieosiągalna. Nie jest to sytuacja "odwróconych" ludzi Rilkego, niezdolnych zobaczyć "Przestwór". Inaczej nie powstałby na przykład wiersz "W pogoni za chmurami", otwierający cykl.
Sama poezja, w ogóle wszelka twórczość, jest zniekształceniem rzeczywistości. Słowo, nazwa różni się od swojego desygnatu. Cisza, której słucha poeta zakręca się, / załamuje gdzieś w pryzmacie świadomości / rozdwaja, rozpędza i rozmija z tym, co jest ciszą. ("Cisza"). Nie Znaczy to jednak, że autor wyklina poezję. Nic odrzuca sztuki. Przetwarzanie rzeczywistości jest też jakimś sposobem obcowania z nią. Nawet jeśli w kontakcie z absolutem znikają słowa i liczby niknie naraz mnogość ścieżek okazując się złudą, / jak wielość nazw dla jednakowo odległych / i jednakowo bliskich chmur ("W pogoni za chmurami"), tworzenie jest obcowaniem z rzeczywistością, zbliżaniem się do niej, aktem czułości. Dobrze widać to w jednym z najlepszych, moim zdaniem, wierszy w książce: "Z miłosnych burz starego rzeźbiarza".

Raz czy dwa pojawia się sformułowanie człowiek pod ciężarem wieków. A jednak nie wyczuwa się tu zmęczenia nadmiarem. Człowiek jest elementem kultury i porusza się w niej do pewnego stopnia swobodnie. Wielu rzeczy nie rozumie, ale o wielu wie i wielu się domyśla. Odnoszę wrażenie, że nie nadmiar form, ale — przeciwnie — ich brak, bezkształtność, jest dla niego udręką. Jako ilustracja niech posłuży utwór „Mgliście o kształtach” (nic należy do moich ulubionych i zaraz wyjaśnię dlaczego).

Ta mnogość konkretów, a także zmysłowość tej poezji (wyczulenie na temperaturę, materię, kolor) jest tym, co decyduje o jej atrakcyjności. Mimo, że twórczość ta jest tak intelektualna, można ją odczuć. Dotykalna niemal zmysłowość w literaturze fascynuje nas zapewne z takich samych powodów, co "dusza" w malarstwie czy fotografii. Te konkrety są jak pinezki, które podtrzymują wiersz, żeby się nie rozwiał. Tego punktu zaczepienia nie ma w „Mgliście o kształtach” . Zresztą zgodnie z założeniem autora. Rzeczywiście bardzo "mglisty" wiersz, któremu brak jędrności. To drażni — tak samo, jak zapewne jest tym rozdrażniony czy zmęczony podmiot liryczny. Pojawia się prośba o kształt, kontur, kontekst.
Nie tylko szeregi wymienialnych rzeczy, ale i kształt, w jaki układają się myśli, jest szkieletem wiersza. Utwór ma wyczuwalną strukturę — podobnie jak świat, który opisuje i interpretuje. Dzięki tym właśnie ,,rusztowaniom", a takie dzięki słuchowi poetyckiemu autora, wiersze są harmonijne. Daje to efekt pewnej trójwymiarowości.
Zdarzają, się wprawdzie w "Kolei transsyberyjskiej" niezręczne sformułowania, są to jednak bardzo lekkie "zgrzyty" i nie ma tu chyba wiersza, który bym mogła nazwać złym. Utwory wchodzące w skład tomiku nie są jednorodne pod względem estetycznym i treściowym, nie ma tu jednak drastycznych sprzeczności. Ogólnie jest to bardzo dobra książka (5 w skali od l do 6), budząca podziw dla wyczucia i sprawności autora.

Edyta Lukawska

Jarosław M. Gruzla, "Kolej transsyberyjska", Biblioteka Pisma Literackiego ARYTMIA – tom 1, Wydawca: Świdnickie Stowarzyszenie Literackie LOGOS oraz Pismo Literackie ARYTMIA, Świdnica 1998, ss. 48.

[Kartki. Pismo artystyczno-literackie, Białystok 18/1998, s. 120-1.]
Jarosław M. Gruzla
fot. M. Malinowski


Wersety o Nieograniczoności, Kraków 2010
smak teraz, Elbląg 2003
Kolej transsyberyjska, Świdnica 1998


Od maja 2010 r. do nabycia w krakowskim Wydawnictwie Miniatura (http://www.miniatura.info.pl/) jest najnowsza książka poetycka pt. Wersety o Nieograniczoności. Starsze książki: Kolej transsyberyjska i Smak teraz są do nabycia u autora.




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie