Jacek Dehnel
Powieść usłyszana - Jan Zieliński
Jest w tej powieści, napisanej przez młodego poetę, coś starego, wręcz staroświeckiego. Bardziej niż prozę rówieśników autora Lala Jacka Dehnela (rocznik 1980) przypomina takie książki dziewiętnastowieczne jak Opowieść wigilijna Dickensa, Lalka Prusa czy Babunia czeskiej autorki Bożeny Niemcowej. Może głownie dlatego, że jest... ciepła.

Prywatna mitologia

Ciepło nie bierze się u Dehnela z uproszczeń czy z taniego sentymentalizmu. Wielowątkowa opowieść, którą słyszymy (podkreślam ten aspekt nieomylnego słuchu autora, jego umiejętności słuchania) pełna jest takich tematów, nieodłącznie związanych z dziejami dwudziestego wieku, jak wojny, rewolucje, gwałty, rabunki. Autor nie pomija drastycznych niekiedy szczegółów, ale nie pozwala im zdominować narracji, przytłoczyć czytelnika. Przejawy zła nie są tu pokazane gwoli epatowania, autor mądrze zarzuca na nie woal powtarzalności i oddalenia. Sprawia, że najstraszniejsze wątki docierają do nas przez wielowarstwowy filtr. Pierwszą jego warstwę stanowi pogodna, pełna specyficznego poczucia humoru osobowość tej, bez której nie zaistniałaby cała ta opowieść - tytułowej Lali, czyli babci narratora. Druga warstwa bierze się stąd, że od samego początku wiemy, iż wszystkie przygody skończą się dobrze, skoro główna bohaterka je przeżyła i żyje nadal, choć dotknięta przez czas. Cytuję drugie zdanie powieści: "A kiedy babcia umrze, a umrze niebawem, i mogę to napisać zupełnie spokojnie, bo po pierwsze, dawno wszyscy pogodziliśmy się z tą myślą, a po drugie, ona i tak tego nigdy nie przeczyta, bo w ogóle już nie czyta, wszystko się zmieni nie do poznania." Jeśli zaś ktoś lubi zajrzeć od razu na koniec powieści, żeby się upewnić, jak to się wszystko skończy, to przeczyta: "A potem, jak powiedziałby Julek, który w parę miesięcy później umarł, od słowa do słowa urodził się Jacek. Czyli ja."
Mamy zatem do czynienia z prywatną mitologią, z historią rodzinną, z dziejami przodków autora po kądzieli. A przy tym wszystkim, przy licznych sygnałach, pozwalających zidentyfikować wspomniane w książce osoby z postaciami rzeczywistymi, z nazwiskami znanymi z historii i historii literatury (z dalszego planu), Lala nie jest pracą historyczną ani biografią rodzinną Jacka Dehnela. Jest to powieść, która rządzi się powieściowymi prawami.
Prześledźmy tę kwestię na przykładzie wątku, który przez pisarzy dwudziestowiecznych często wyrzucany był na zewnątrz do osobnego tekstu eseistyczno-wspomnieniowego bądź dziennikowego, we wszystkich wielkich powieściach jednak tkwi także wewnątrz narracji. Wielkie powieści, poczynając od Don Kichota, są autotematyczne, w tym sensie, że zawierają w sobie, mniej lub bardziej ukrytą, historię swojego powstania, własną genezę.
Autorką Lali pierwotnie miała być sama Lala, był już nawet gotów tytuł (Jestem spod znaku klonowego liścia), ale przyszedł na świat wnuk i "książka drukowana zmieniła się w książkę mówioną".
To by jednak było za proste. Opowiadając tę genezę swej powieści Dehnel (który jest też malarzem) wprowadza wątek plastyczny: "Lisów mojego dzieciństwa to Lisów rysowany mi przez babcię", wspomina i opisuje po kolei topograficzne rysunki, potrzebne babci dla lepszego przedstawienia jakiejś skomplikowanej topograficznie opowieści. "Tym właśnie był dla mnie wówczas Lisów - pisze - kilka stojących w domu mebli i byle jak naszkicowane na luźnych kartkach plany."
Potem jednak poeta bierze górę nad malarzem i schematyczne plany zaczynają się wypełniać doznaniami zmysłowymi: "Powoli uświadamiałem sobie, że Lisów istniał w czasie rzeczywistym, że miał wymiar realny, namacalny: jabłka w sadzie nie były czarno-białe i dawały się zjeść, słońce grzało, a drzewa poruszały się pod naporem wiatru, wiatru, który czuło się na twarzy i pod rozpiętą koszulą." A od poczucia realności już blisko do poczucia historii: "Istnienie historii, w sensie powtarzalności istnień i zdarzeń w ich równoczesnej ciągłej zmienności - co za odkrycie!"

Przesączona historia

Pobrzmiewa Schulzem? Tak, to dobry trop, wyraźny także w młodzieńczym tomiku opowiadań Dehnela (Kolekcja, Gdańsk 1999). Jacek Dehnel podobnie jak autor Wiosny zagłębia się w dzieciństwo, odtwarza rodzinną mitologię, a zarazem nadaje jej dodatkowe wymiary, dokonuje mityzacji rzeczywistości.
Posłuchajmy dalszego ciągu: "Historia przesączała się przez przedmioty. Z początku niepewnie i dość tajemniczo, później coraz bardziej wartko, coraz szerzej i głębiej, falami, jak morze niezmierne. A zaczęło się chyba od sygnetu."
I autor, zgodnie z najlepszymi wzorami sztuki narracyjnej, zaczyna szkatułkową opowieść o sygnecie. Historia zaiste przesącza się tu przez przedmioty.
Na przykład przez lalkę. Babcia dostała ją kiedyś od swego taty: "piękną lalkę, która otwierała oczy i robiła siusiu". Bawiła się nią z wiejskimi dziećmi, póki nie zawołały, że są głodne. A kiedy wróciła z chlebem posmarowanym masłem, nie było już ani lalki, ani dzieci. I teraz narrator zamyśla się nad osobliwością świata: "babcia, która coraz mniej pamięta, po siedemdziesięciu latach wzrusza się lalką z dzieciństwa, które nie istnieje, z dworu, który nie istnieje, z epoki, która nie istnieje; po żadnej z moich dziecięcych miłości nie płakałem tyle, co po pomarańczowym plastikowym krokodylu, znakomicie pływającym w wannie, którego rodzice wyrzucili kiedyś niechcący przy malowaniu łazienki."
Sygnet, lalka, krokodyl. Zwłaszcza lalka, związana z imieniem bohaterki i z tytułem książki. Przedmiot nasączony historią.

Z tego świata

Przyznaję, mam do tej powieści sentyment także ze względów osobistych. Kiedy czytam pierwsze zdanie ("Już teraz dom w Oliwie wygląda inaczej"), trudno mi nie myśleć o domku w Oliwie przy Śląskiej 12, w którym spędziłem pierwsze lata życia i który, gdy go po latach przy okazji pobytu w Trójmieście odwiedziłem, wyglądał już zupełnie inaczej. Kiedy opisując swój pobyt w Pelplinie i w tamtejszej katedrze narrator zwraca uwagę na taki szczegół, jak "roztańczony Chrystus na szczycie organów", trudno mi nie pomyśleć o moim stryjecznym pradziadku, który był w tej katedrze organistą. Sądzę, że inni czytelnicy mogą mieć podobne odczucia. Lala jest bowiem przy całej swej poetyckiej aurze, przy wielokrotnych filtrach, powieścią z tego świata, żywiącą się podpatrzonymi i zasłyszanymi realiami. Pozwala w zakamarkach wielowątkowej opowieści odnajdywać własne, indywidualne ścieżki i korytarze.

Powieść wielokrotnego użytku

Powieść Jacka Dehnela ma skomplikowaną, wielowarstwową strukturę narracyjną. Ale u jej podstaw, jak w eposie, leży zwykła ustna opowieść. Powtarzana wielokrotnie, z wariantami, za każdym razem miała nieco inny kształt, między innymi zależnie od słuchaczy. Warianty te zaczynają się często od formuły "Znacie? - Znamy! - To posłuchajcie", która zaspokaja głód narracji.
W drugiej połowie powieści, częściej niż z początku, przytacza autor całe rozmowy z babcią, rozmowy, których tematem jest często pisana właśnie książka. Można powiedzieć, że to zainteresowanie genezą tekstu nasila się wraz z zamieraniem jego bohaterki, jakby powieść wysysała z babki narratora jej siły żywotne. Nim jednak kokon bezsilności i obojętności do końca osnuje bohaterkę książki, padają dowcipne odpowiedzi, utrzymane w stylu tej błyskotliwej ongiś kobiety. Narratorowi użalającemu się nad sobą i nad wspólnie tworzoną opowieścią mówiono-pisaną ("Nic się nie klei. Bo albo muszę iść chronologicznie, a to bez sensu, bo ty nigdy nie opowiadasz chronologicznie, albo dygresjami, a wtedy nikt się nie zorientuje, o co chodzi") babcia ripostuje natychmiast: "To sobie przeczyta dwa razy."
I to jest dobra, a nawet bardzo dobra rada. Sam czytam tę powieść po raz trzeci, za każdą lekturą znajdując w niej nowe smaki, za każdym razem grzejąc się w jej cieple. To jest powieść na zimowe wieczory, kiedy za oknem szaleje śnieżyca, ale w pokoju jest ciepło i przytulnie, powieść na czas świąteczny, do cichej lektury w fotelu, przy szumie kolęd w tle, a jeszcze lepiej do czytania na głos komuś bliskiemu. Dopiero w takiej sytuacji lekturowej, myślę, rozbrzmiewać będzie w całej swej polifonicznej urodzie.
Jacek Dehnel
fot. Emilian Snarski


Lala, Wydawnictwo W. A. B., 2006
Ph. Larkin - Zebrane, Biuro Literackie 2008
Ekran kontrolny. Biuro Literackie 2009
Saturn,Wydawnictwo W.A.B., 2011
Rubryki strat i zysków, Biuro Literackie 2011


Się pisze.


Blog o międzywojennych zbrodniach:
http://www.tajnyde...


Felietony w Wirtualnej Polsce:

http://ksiazki.wp....

"Uratować babcię" - Marty Mizuro recenzja z "Lali" w portalu Onet
http://czytelnia.o...

"„Lala” i cacka(nie) kulturalne" (A. Kropkiewicz, recenzja "Lali")
http://www.regalow...

"Bez płaczów, dąsów i rzucania mięchem" - wywiad (K. Mikurda, Biuro Literackie)
http://www.biuroli...

"Na dwoje Gombrowicz wróżył" - wywiad (A. Nowaczewski, Undergrunt)
http://undergrunt....


www.nieszuflada.pl

www.martagornicka....


(inne linki w bibliografii)


Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie