Wojciech Brzoska
Grzegorz Tomicki: "KOMICZNY ZMIERZCH BOŻYSZCZ"
„Jest tylko jeden problem – śmierci. Roztrząsać inne sprawy to marnować czas, dawać dowód niewiarygodnego lekkoduchostwa”. Bardzo ryzykowne motto z Ciorana. Nie tylko bardzo ryzykowne, ale i niebezpieczne. A jeszcze i karkołomne. A nawet zuchwałe. I to bardzo. Bo weź potem nie napisz w środku wiersza o śmierci, a dasz dowód nie tylko niewiarygodnego, ale i niesłychanego, a nawet zdumiewającego lekkoduchostwa. I powiedzą, żeś wiary niegodzien.
Godzien, niegodzien, weź potem napisz „odkąd razem zamieszkaliśmy/ przestaliśmy się/ spotykać” (***, s. 19), a powiedzą, żeś zamieszkał ze śmiercią. Żeś, kurna, zamieszkał ze śmiercią, iżby się z nią nie spotykać. Żeś głupio zrobił, marnując taką okazję. Głupio jako poeta, bo tak w ogóle to może i niegłupio, kto wie.
I potem powiedzą, Wojciechu, że ci ze śmiercią po drodze do wiersza. Albo i nie po drodze, jak cię przyłapią na lekkoduchostwie. Po drodze, nie po drodze, nikt ci przecież nie będzie życzył, abyś się zaraz ze śmiercią bratał. Chociaż żyjesz w świecie poezji, a w świecie poezji jak to w świecie poezji – lubią dokopać, jak wiesz. Sam przecież tego-owego szturchnąłem kiedy-niekiedy taktownie, lekutko, a nawet z pieszczotą, a potem pretensje, że czemuś go pobił!
Pobił, nie pobił (ty się nic nie bój), jest jeszcze drugie motto ryzykowne bardzo, niebezpieczne, a do tego równie karkołomne, zuchwałe i niebywałe jak tamto. Równie, o ile nie równiej niebezpieczne, karkołomne, zuchwałe i niebywałe to drugie motto od tamtego pierwszego, bo przecież ono nie tyle już z Emila Ciorana, co z Lecha Janerki, który był powiedział, napisał albo i zaśpiewał, tego nie wiem, tak: „Bóg do niczego nie był mi potrzebny”.
A niech mi się stolec wypsnie! Jakże Bóg do niczego nie był Lechowi Janerce potrzebny, kiedy był mu potrzebny chociażby do tego, izby mógł sobie Lech powiedzieć, napisać albo i zaśpiewać, że Bóg do niczego nie był mu potrzebny. Bo przecież tak całkiem bez Boga, to by tego zdania ani nie powiedział, ani nie napisał, ani nawet nie zaśpiewał, tj. w żaden sposób by zdania o Bogu bez Boga nie sklecił, bo o czym. Toż nawet o nie-Bogu bez Boga ani rusz. Chytrzejsze więc byłoby może motto z Dygata: „Jeśli nie ma Boga, tym lepiej dla Niego”.
Lepiej, nie lepiej, rzecz w tym, że miał być „tylko jeden problem”, śmierć, a tu się okazuje, że jest i drugi, a przy tym nie mniejszy, bo przecież – czy był komu do czego potrzebny, czy nie – to jednak Bóg. A przecież z tego pierwszego motta wynika, że lepiej już miesić wapno niż tracić czas na roztrząsanie takiego „problemu” jak Bóg. Że pisanie o Bogu to dowód niewiarygodnego wprost lekkoduchostwa. Chociaż że Bóg pasuje do wiersza nie gorzej niż śmierć, o tym wiedzą na Śląsku już sześcioletnie dzieci!
Wiedzą, nie wiedzą, rzecz w tym, że miał być tylko jeden problem, a tu nagle są dwa, a i trzeci się oczywiście zaraz za nimi pojawia. Bo że do wiersza równie dobrze jak Śmierć i Bóg pasuje Miłość, o tym wiedzą na Śląsku nie tylko sześcioletnie dzieci, ale i małe dziewczynki.
Że się jednak te motta gryzą ze sobą nawzajem, a razem wzięte się gryzą jeszcze z miłością, to może tak być powinno? Tj. nie dlatego tak być powinno, że to w ogóle dobrze, iż się gryzą, bo zawsze miło popatrzeć, jak się inni za łby biorą, lecz że taki był zamysł poety, iżby się w naszych czytelniczych oczach śmierć z Bogiem pogryzły, a pogodziła ich tyłkiem, przepraszam, pogodziła ich chyłkiem miłość? Może więc motta te użyte zostały ironicznie, aby sobie Janerka jaja porobił z Ciorana czy vice wersal. Albo żeby wiersze sobie z tych mott cokolwiek albo i grubo zakpiły, bo tu raczej nie odwrotnie, z tym że nie na pewno.
Wadzi się zatem poeta z Bogiem, ze Śmiercią, a nawet z Miłością, bo od tego on jest, aby się wadzić z tym, z czym inni już dawno się pogodzili i żyją nie najgorzej nie wadząc się z nikim, z niczym i o nic? Oczywiście, że od tego on jest. Od tego i nie od tego, bo poeta od tego jest, od czego być zechce. A że się wadzi z Bogiem, Śmiercią i Miłością, to się sprowadza do tego, że ze sobą jak każdy się wadzi i bodajby jedli psie gówno, którzy nie wadzą się nawet ze sobą.
„W sztuce człowiek spotyka sam siebie, duch ducha”, jak powiada Gadamer. Powiedz mi, z czym się wadzisz, a powiem ci, kim jesteś. W pewnym sensie. Czyli – także w myśl zasady Fichtego, iż „wszystko, co dostrzegasz poza sobą, jest tobą samym” – kto nikogo i niczego poza sobą nie dostrzega, nie dostrzega sam siebie, resp. nie wadzi się z nikim i z niczym, resp. jest nikim, a nawet niczym, resp. jest, a jakoby go nie było.
A kto się na co dzień wadzi z pierdołami, ten sam jest pierdoła.
A zatem – chwała Poecie!
Zastanawiam się tylko, czy takie wiersze jak prohibicja przesłania pielgrzymki („cała nadzieja w Panu // z nocnego”, s. 36) czy też u-bogi („nie ma boga- / tego księdza”, s. 38) to prawdziwe wadzenie się z Bogiem. A nawet, czy to prawdziwe wadzenie się. Zastanawiam się, czy nie zachodzi tu to właśnie zjawisko, na które narzekał Nietzsche, iż ludzie nigdy nie rozumieją, jeno chwalą lub ganią. To jest, uważają swoje przekonania za wyryte na kamiennych tablicach, co pozwala im chwalić lub ganić, a nawet kpić z innych kamiennych tablic, które uważają za pisane palcem na wodzie. A gdyby się tak jedni z drugimi zastanowili, skąd im się te kamienne tablice w nich wzięły, to minki by może im zrzedli. Może by tak jeden z drugim doszedł do wniosku, iż „żaden punkt widzenia nigdy nie może być tym ostatnim punktem widzenia”, do czego był doszedł William James, a doszedłszy wyciągnął ciekawe wnioski. Sobie poczytajcie.
A może poeta kpi, ponieważ uważa za Bachtinem, iż „mitom i bogom trzeba zadać cios, który pozwoliłby im «komicznie umrzeć»”, bo cóż się lepiej do tego nadaje od kpiny. Ale atłasowa czapeczka ze świńskiego ucha dla tego, kto zgadnie, dlaczego zdanie takie wypsnęło się temu, który tyle się powynawyrzekał na jednogłosową mowę, odsądzając ją od czci i wiary! No bo o jakie mity i o jakie bogi tu chodzi? Toż Bachtin też swoje mity i swoje bogi miał! Czy po to, by nimi zwalczać bogi i mity nieswoje? Atłasowa czapeczka ze srebrnym kutasem na czubku dla tego, kto rozstrzygnie kwestię, jak też zwalczać jedne ograniczone podmiotowo przekonania nieużywając innych podmiotowo ograniczonych przekonań.
Ze świńskiego ucha czy ze srebrnym kutasem, nic u poety Brzoski (którego raz byłem niesłusznie posądziłem o spędzenie nocy w kiblu) nie widzę ani o Fryderyku, ani o Johannie Gottliebie, ani o Michaile, ani nawet o Williamie, nie wspominając już Hansa-Georga. A przecież że o nich wspominam, to nie bez powodu. Bo jednak nie wiem, czy poeta kpi, czy o drogę pyta. Czy kpi może z samego Boga, czy z samej dewocji. Czy z instytucji. Czy z katolicyzmu zwanego w zjednoczonej Europie „polskim”. Czy śmierć mu za jaje, bo młody i głupi, czy wręcz przeciwnie – tak już był dojrzał, że się ze śmiercią spospolitował, a to sposób nie najpośledniejszy, aby ją cokolwiek „oswoić”.
Nie wiem i trzymam się tej niewiedzy jak Wiśka rosołu z makaronem, bo na tę niewiedzę pozwala mi lektura całości sacro casco, tomiku, w którym poza niewielką liczbą przytoczonych tu jajec na twardo i miętko, zwanych przez innych – język się musi wyszumieć – rodzynkami, znalazłem tu co niemiara wierszy z natury wieloznacznych, wielopiętrowych i niepokojących, jak ten przedostatni na przykład: „byłam. / ten smutek, w który wpisuję się jak / okrąg w trapez. w pełni. / w słońcu obchodzę urodziny // łukiem. pomnożę koło pięciu lat życia./ zamiast pomnika / będę. pytać, czy bym się pojawiła gdyby nie / śmierć, która się położyła/ przede mną. // powstałam z niej i od niej / się odwróciłam do góry / dnem. / jak tamten sen, że jestem” (z prochu, s. 46).
Albo ten ostatni: „zrobiliśmy kołyskę / jakbyśmy płynęli / przed narodzenie” (love lullaby, s. 47).
O czym to ja chciałem na koniec? Aha! Zapomniałem.


Grzegorz Tomicki, "FA-art", nr 3/2006



Wojciech Brzoska: sacro casco. Wydawnictwo „Mamiko”. Nowa Ruda 2006.
Wojciech Brzoska
fot. Magda AnoPsy


"Niebo nad Sosnowcem" (Lampa i Iskra Boża, Warszawa 2001) http://www.merlin.... http://www.megalop...
"Sacro casco"("Mamiko", Nowa Ruda 2006) http://www.mamiko....
"przez judasza" (Portret,Olsztyn 2008) http://portret.org...
"Drugi koniec wszystkiego", Instytut Mikołowski, marzec 2010. Projekt okładki Agnieszka Sitko http://www.dobraks...
"W każdym momencie, na przyjście i odejście" + CD Brzoska i Gawroński "Slońce,lupa i mrówki" (WBPiCAK Poznań, 2015)


http://www.facebook.com/brzoskaigawronski




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie