Joanna Mueller
Epifania i bergamotki 9
Zatrzymały, owszem, lecz w typowy dla siebie – odkształcający – sposób. Nie wiem dlaczego, ale moja kapryśna wobec Bombowniczki pamięć kilkakrotnie podmieniała bijącą w oczy (i stereotypy) ginekologiczną kieckę koloru purpury na zwiewną spódniczkę baletową, zrobioną z różowego tiulu czy kremowego muślinu. Freud nazwałby pewnie taką podmianę wyparciem, Anna Baumgart zaś oskarżyłaby mnie o bezkrytyczne przyswojenie patriarchalnych schematów. A ja cóż? Spodobała mi się, widać, wizja ciężarnej bombowniczki w baletowej paczce. Zachowała się w czułej pamięci tak, jak widziana trochę później Maria Peszek, która w spektaklu Miastomania, przepasawszy się – obejmującą ją w talii zaledwie do połowy – sukienką tutu, wcieliła się w rolę niezgrabnej willidy, by odtańcować żałość zdradzonej kochanki w stylu bliższym tuptaniu Kubusia Puchatka niż popisowym krokom balerin.
Ta omyłkowo zapamiętana część garderoby to zagubiony element mojej układanki. Konieczny był ów lapsus podświadomości, aby w marzeniu sennym doszło do skrzyżowania maciory z kwiatem. Teraz bowiem staje się jasne, że chryzantemy, które obrastały ciało świnek i układały się w sztywne kryzy okalające ich karki, zostały stworzone na obraz i podobieństwo baletowych paczek. Skojarzenie przebiegało zresztą dwutorowo: nie tylko w sferze wizualnej, lecz także brzmieniowej. Wygląd tutu (w wersji klasycznej: krótka, usztywniona spódniczka odstająca od bioder baletnicy na kształt dzwonka) przypomina przecież zarówno rozłożone płatki chryzantemy, jak i wykrochmaloną plisowaną kryzę. Dodatkowo kryza z chryzantemą łączą się ze sobą w języku, wiedzione podobnym dźwiękiem i nieodpartą pokusą fałszywej etymologii.

۞

Fikcje nudzą. Ale co pozostaje?
Zapach jaśminów o świcie w pokoju?
Nawet nagie fakty tworzą fabułę
której koniec znaczy kropka niepogody.

Język jest snem, z którego budzisz się
w języku. A może odwrotnie?
Może sen to język, z którego budzi się
prosto w sen? (...)

[Jacek Gutorow: Powieść]

۞

– Dlaczego, dlaczego ich nie dopilnowałaś? Nie wiesz, że po Miasteczku grasują bergamotki?! – zarzut w głosie zmarłej był tak nieznośny, że wyrzucił mnie na granicę przebudzenia. Balansowałam na niej chwilę, jednak jawa przegrała. Szkatułka onirycznej narracji zamknęła się i zaraz otworzyła, ale w nieco innej przegródce.
Teraz, zamiast krążyć nad rowem, siedziałam w pokoju dziadka. Powrócił znany schemat – członkowie mojej rodziny dyskutowali, gromadząc się wokół stołu i legowiska obłożnie chorej babci. Jako dzieciak nie znosiłam tego wioskowego rytuału, w którym wszyscy, jedząc, gapią się przez okno i komentują przechodzące osoby oraz ich rodziny: ta zaciążyła, ten pije, tamtej teściowa zmarła, ten umrze, ta ciężko chora, tamta już dawno umarła. Między wspomnieniami a snem rysowała się jednak wyraźna różnica. Świat odwrócił się jak anamorficzna czaszka i pomieszał miejsca na zbiorowym portrecie. To nie żywi, jak dawniej, przepracowywali przy kolejnych daniach żałobę, mnożąc w mrocznych wyliczankach liczbę nieszczęśników, którzy zdążyli pożegnać się ze światem przed nimi. Tym razem wokół mediumicznego stolika wesoło zasiedli umarli. A nas, żyjących, wystawiono na pastwę tej biesiadnej, zadusznej narracji.

۞

(...) Gniazda etymologiczne, rodziny językowe, drzewka słowotwórczych pokrewieństw, warstwy derywacyjne, rozszczepienia źródłosłowów... Wyrazy pierwobytne, do których jako etymolog muszę zdążać wbrew postępowym nurtom mowy, skrywają się w pokuśliwych uroczyskach, osaczają na manowcach, zawodzą na trudne rozstaje. Gdyby wszystkie one – poszukiwane, wytęsknione – były gniazdownikami! Nic z tego. Nie chcą dać się odnaleźć w bezpiecznych matecznikach. Ledwo wyklują się te zagniazdowniki z pramatki-macimowy, a już ich w gnieździe nie znajdziesz, już gdzie indziej rozwijają skrzydełka, dziobami sygnują pisklęcą samodzielność, szukaj ich więc jak wiatru w polu, językowy ornitologu! U celu drogi źródła nie odnajdziesz. Wypuściłeś się w zgubną pielgrzymkę do Obłędowic. Szał błędnych wywodów słownych stoi nad kolebką narodu. (...)

[A. Brückner: Zagniazdowniki, czyli zmącone źródła mowy, fragment zapisków niepublikowanych]
Głowa boli od tych wierszy
fot. Joanna Rogalanka


Zagniazdowniki/Gniazdowniki
Stratygrafie
Wylinki






Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie