Aneta Kamińska
Radosław Wiśniewski, Własnomowa
Kiedy myślę o tomie Anety Kamińskiej zapisz zmiany, uparcie wraca wyrwana z kontekstu fraza z wiersza Josifa Brodskiego, że akt miłosny winien stworzyć własną mowę. Własną czyli unikalną, niepowtarzalną, uciekającą od nawyku, odświętną, a zatem w jakimś sensie sztuczną. Książka Anety Kamińskiej wydaje się być próbą wytworzenia takiej podwójnie sztucznej, podwójnie odświętnej, a zarazem paradoksalnej mowy. Dlaczego podwójnie? Przecież sama poezja jest mową sztuczną i każdorazowo stwarzaną, posiadającą wprawdzie cechy nadające jej spójność, uzależnioną od czasu, sytuacji, kąta padania światła. W przypadku Anety Kamińskiej jeszcze nie sam akt miłosny jest ewokowany, ale zmierzanie ku niemu. Mowa towarzysząca temu procesowi szczególnego poznawania się także nie jest mową naturalną, potoczną, statystycznie najczęściej spotykaną. Każdy wiersz miłosny musi się zmierzyć z wyzwaniem podwójnej sztuczności i/lub podwójnej sakralności, odświętności, podwójnego szaleństwa języka. Że często owocuje to trudnym do zniesienia banałem i landrynkowatością wymieszaną z postromantyczną pozą – nie muszę przekonywać nikogo, kto próbował chociażby raz zajrzeć na internetowe fora dyskusyjne, literackie, poetyckie, gdzie owe podwójne banały i androny znajdują najczęściej swoje miejsce. Autorce tomiku zapisz zmiany, nomen-omen urodzonej w Szczebrzeszynie, udaje się gracko wywinąć z tego łamańca poprzez zastosowanie metody, którą można by nazwać metodą paradoksalną. Oto bowiem bohaterowie, podmiot i podmiotka mówią do siebie w wierszach Kamińskiej językiem precyzyjnie kalekim, sprawnym inaczej. Konwencja, w ramach której rozgrywa się akcja tej przygodowej powieści o języku, jest taka, że jedno z nich – Markus – jest Austriakiem, bywającym w Polsce i uczącym się od Anety (podmiotki) – języka. Jednakże trudno o tym uczonym języku powiedzieć, że jest to polski (polski język trudna jest przecież i nie łatwe), to raczej ten język, który sugeruje Kamińska mottami z Pawła Kozioła i Piotra Sommera – zarazem swój i miłości. Coś pośredniego pomiędzy normalnością a szaleństwem. Na ich wspólny dialekt – Anety i Markusa – składają się słowa i frazy z języka polskiego, niemieckiego, angielskiego, zapożyczenia gramatyczne z czeskiego, a i polska gramatyka jest tutaj, ale w formie mocno złajdaczonej, początkowo przez Markusa, a potem i przez samą Anetę. Ostatecznie nie do końca wiadomo bowiem, kto kogo uczy jakiego języka. Tak to bywa w relacjach zwrotnych, interaktywnych. Paradoksem tego pomysłu na poezję miłosną, jest to, że odświętność zostaje skontrapunktowana kalectwem; wymieszaniem mowy potocznej, gulgania, tolerującego horrendalne literówki języka emaili.

Projekt Anety Kamińskiej bliski jest temu, co nazywa się ostatnimi czasy „neolingwizmem”, pomysłem na poezję opowiadającą bardziej przygody języka, przejawiającego się poprzez podmioty niż podmioty używające, przeglądające się w języku. Zarazem jednak dzięki konsekwentnie stosowanemu precyzyjnemu kalectwu Aneta i Markus wytwarzają przestrzeń osobistą, w której znajduje schronienie unikalność ich relacji. Cóż może być bardziej osobistego nad dyskurs miłosny, własny dialekt, którego wszelkie odcienie rozumie tylko tych dwoje? Dialekt jest żywiołem i zanika wraz z relacją – stąd zapewne ironiczny tytuł zbioru zapisz zmiany, odwołujący się do języka komend komputerowych programów operacyjnych. Po lekturze zbioru prosta komenda zapisz zmiany nabiera nowego odcienia znaczeniowego, bo to nie tylko zmiany na twardym dysku komputera, ale na wiotkich dyskach podmiota i podmiotki.

Kamińskiej, udała się rzecz niezwykła – tworząc spójny projekt horroru liryczno-lingwistycznego, zarazem ocaliła coś, podsłuchała i zapisała zmiany dyskursu miłosnego. Lingwizm emocjonalny? W tym sensie nawracający obsesyjnie urywek z Brodskiego nie jest chyba zupełnie od rzeczy.

Książka jest spójna, może nawet nazbyt spójna. Trudno byłoby z niej wykroić i docenić jako osobne całości pojedyncze wiersze, w każdym razie wyrwane z całości wiele tracą z urody i naddatku znaczenia, jakie daje im kon-tekst, współobecność innych wierszy i wypowiedzi. No i oczywiście trudno sobie wyobrazić wieczór poezji miłosnej, tudzież wpis do sztambucha poczyniony w oparciu o książkę Anety Kamińskiej i pomieszczone tam wiersze. Ale czy nie tak jest z listami zakochanych, które się czyta w oderwaniu od osób, zdarzeń, sytuacji, że stają się błahe, nieznaczne i nieznaczące? Czy ja sam nie prycham na siebie ze złością, gdy mi wpadnie w ręce jakieś moje tutli-putli pisane do tej lub innej adresatki dyskursu miłosnego sprzed lat? Ano prycham, boć banał i nędza.

zapisz zmiany podsłuchane czy wymyślone, czy też trochę ze słyszenia, trochę ze zmyślenia, są daleko od banału i chociaż trudne w pierwszym czytaniu – warte są bliskiego kontaktu i oglądu pod różnymi kątami. Pod każdym kątem odsłania się inna przestrzeń dla pytań stawianych językowi. Tak to zresztą bywa z książkami udanymi, że są mądrzejsze od interpretacji.

Książkę Anety Kamińskiej uważam za jedną z ciekawszych i mądrzejszych wśród zeszłorocznych książek poetyckich nie tylko tych napisanych przez młodych autorów, ale w ogóle.


[w:] Gada !zabić? Pa]n[tologia neolingwizmu, red. M. Cyranowicz i P. Kozioł, Staromiejski Dom Kultury, Warszawa 2005.

Aneta Kamińska
fot. Paulina Rasińska


"czary i mary" (Warszawa 2007)
"zapisz zmiany" (Warszawa 2004)
Nazar Honczar, gdybym (Warszawa 2007)
Hałyna Tkaczuk, Ja i inne piękności (2011)


Wreszcie jest!

Aneta Kamińska, Cząstki pomarańczy. Antologia nowej poezji ukraińskiej, Narodowe Centrum Kultury-Korporacja Ha!art, Warszawa-Kraków 2011.




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie