Aneta Kamińska
Kajetan Herdyński, Meine polnisch lehrer czyli nauka żywego języka
Kolejna książka Anety Kamińskiej pt. „zapisz zmiany” została wydana przez warszawski Staromiejski Dom Kultury. Ten sam, który w 1990 roku wydał książkę mało jeszcze wówczas znanego, innego poety polskiego Jacka Podsiadły, pt. „W lunaparkach smutny, w lunaparach śmieszny”. Podsiadło doczekał się właśnie kolejnego wydania swoich „Wierszy zebranych”, Aneta Kamińska publikuje bardzo interesującą książkę, w której Jacek Podsiadło również zaistniał – jako autor motta do jednego z utworów.

Książka poetycka Kamińskiej to zbiór, który niewiele ma wspólnego z tradycyjnie rozumianą poezją. Niepoukładany i fragmentaryczny, jest jak gdyby zbiorem notatek towarzyszących nauce obcego języka. Zapiskami z dziennika, swoistą kroniką codzienności. Bez spisu treści, pisany różną czcionką, opatrzony licznymi ilustracjami, które kojarzą się z luźno powkładanymi w zeszyt pomazanymi zdjęciami czy przypadkowymi rysunkami wykonanymi gdzieś na marginesie notatek. Jak w kalendarzu, notatniku czy szkolnym brudnopisie.

Jest to jednak całość pozornie tylko niepoukładana. Jeśli są to niejako przypisy do właściwej nauki, do podręcznika (utwory opatrzone są numerami rozdziałów zamiast właściwych tytułów), to są one umieszczone w książce w porządku chronologicznym – zgodnie z przebiegiem samej nauki. Wszystkie one wskazują też na jeden motyw przewodni zbioru. A jest nim właśnie język. Obcy, a zatem i jego nauka.

Poetka, jak informuje biogram zamieszczony z tyłu okładki, uczy cudzoziemców polskiego. Spisuje też sny i rozmowy. Jest to więc dość osobliwe świadectwo nauki języka polskiego. Osobliwe, bo składane przez tego, kto język ten zna w stopniu większym niż tego wymaga codzienna praktyka, skoro jest jego nauczycielem. I rzeczywiście, przez wiersze przewijają się obco brzmiące nazwiska, niekiedy powtarzające się, jak Markus Steiner, z którym ów nauczyciel prowadzi cz też, by przywołać tekst z książki, ma dialog.

Rozmowa prowadzona jest na odległość. Nie tylko tę, która oddziela od siebie dwa odrębne ludzkie światy, ale też tę geograficzną i kulturową. Z nauką obcego języka, z owym dialogiem prowadzonym na odległość, wiąże się wykorzystanie komputerów. Dlatego książka, przypominająca brudnopis, jest równocześnie niejako zbiorem komputerowych wydruków, raz listem wysłanym pocztą elektroniczną, raz dokumentem programu Microsoft Word.

Jest ten zbiór jednak czymś więcej. Obcych języków uczymy się od przekleństw ty mowy wiersza ja języka miłości - tak brzmi motto poprzedzające utwory. Okazuje się bowiem, że zbiór nie stanowi jedynie komentarza towarzyszącego nauce, świadectwa nauki. On sam jest tą nauką. Język polski jest tylko przykładem, materią, w której dokonuje się coś bardzo istotnego. Każdy język okazuje się bowiem obcy, każde wypowiedziane słowo, tak jak każde nowe doświadczenie jest nową lekcją, kolejnym ćwiczeniem, próbą oswojenia języka, ale też, a może przede wszystkim, obcego świata. Świata drugiej osoby, do którego, przywołując motto, możemy przemówić tylko językiem prawdziwej miłości, która może być wypowiedziana tylko za pomocą mowy wiersza. I nie chodzi tutaj o zastosowanie konkretnych figur stylistycznych, utartych poetyzmów, które przez swoje zużycie tracą właściwie swoje znaczenie. Chodzi właśnie o język prosty, kulawy, często niegramatyczny, w którym jakakolwiek stylizacja jest niemożliwa. Język przez swoją ubogość szczery. Taki właśnie jest język tej książki: prosty, kolokwialny, niegramatyczny.

user markus.steiner
(markus.steiner@bauservice.com.pl)
not
found
Ta fraza mówi wiele o ludzkiej samotności we współczesnym świecie. Dużo więcej niż niejeden poetyzm czy inny wysublimowany zabieg stylistyczny.

Bo siła tomiku tkwi właśnie w dojściu do prawdy, iż język jest obcy dlatego, że obcy są ci, którzy nim władają, a zatem w jakimś stopniu zawsze jesteśmy skazani na samotność. Rozumieć czyjś język znaczy poznawać jego samego. Jest to jednak proces bardzo trudny i nigdy ostatecznie nieosiągalny.

Język, mimo iż stanowi główny motyw zbioru, jest tylko narzędziem służącym do wzajemnego poznawania się, do odkrywania innych światów. Do bycia w świecie naznaczonym współczesnością. Równocześnie poznawany z perspektywy osoby wyjętej z nieco innej rzeczywistości, język kulawy, ubogi i niegramatyczny, ukazuje nam nagle swoją niesamowitość. Źródłowość takiego poznania odkrywa nagle przed nami jego piękno, jego niespodziewane, a często i niezamierzone konfiguracje, i co ważne, jego duży walor estetyczny.

Mówi się niekiedy, że poezja powstaje zawsze w horyzoncie śmierci lub miłości. nie chcę spać chcę myśleć o tobie - tak brzmi motto z Podsiadły do jednego z wierszy. Czytam książkę Kamińskiej przede wszystkim jako świadectwo miłości. Mimo pozoru zwyczajności, nieraz nawet banalności, w jakiej zwykła jawić się nam codzienność i codzienne rozrachunki z rzeczywistością, miłość okazuje się tym, co ją porządkuje, choć nie jest to wcale prawda oczywista. Książka Kamińskiej jest dowodem na to, że można o banalności pisać w sposób niebanalny. I w taki sam sposób przeżywać, gdyż pod pozorem banalności kryje się to, co naprawdę istotne.

i już
i liż

mnie
(teraz
albo nic)

[w:] Zamojski Kwartalnik Kulturalny 2005/1-2.
Aneta Kamińska
fot. Paulina Rasińska


"czary i mary" (Warszawa 2007)
"zapisz zmiany" (Warszawa 2004)
Nazar Honczar, gdybym (Warszawa 2007)
Hałyna Tkaczuk, Ja i inne piękności (2011)


Wreszcie jest!

Aneta Kamińska, Cząstki pomarańczy. Antologia nowej poezji ukraińskiej, Narodowe Centrum Kultury-Korporacja Ha!art, Warszawa-Kraków 2011.




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie