Maciek Froński
Między Stambułem a Ankarą - część I
Turcja kojarzy się nam z reguły z meczetami Stambułu, antycznymi zabytkami Efezu czy Didymy, trawertynowymi tarasami Pamukkale czy fantazyjnymi formacjami skalnymi Kapadocji. Co odważniejsi zapuszczają się na Wschód – na Nemrut Dağı, do Urfy, nad jezioro Van, pod Ararat czy w Góry Kaçkar. Istnieje jednak i jeszcze inna Turcja – mniej znana, ale równie ciekawa, Turcja leżąca między Stambułem a Ankarą. Turcja, którą poznałem i która mnie urzekła.

Swoją podróż zaplanowałem na dziesięć dni w pierwszej połowie czerwca 2004 roku. Późna wiosna to chyba optymalna pora jak na tę część kraju, choć na kąpiel w Morzu Czarnym okazało się zdecydowanie za wcześnie. Zdarzyły się trzy dni, kiedy upał stawał się nie do zniesienia, z drugiej strony wieczorami i w górach zdecydowanie przydawała się wiatrówka. Postanowiłem dotrzeć ze Stambułu przez İznik, Bursę, Aizanoi i Miasto Midasa do Ankary, stamtąd przez Safranbolu, z krótkim postojem w Górach Pontyjskich, przedostać się do Amasry na wybrzeżu, a stamtąd przez Park Narodowy Siedmiu Jezior wrócić do Stambułu, wybierając się jeszcze, o ile czas pozwoli, do Adrianopolu w europejskiej części Turcji. Trasę tę udało mi się pokonać z nawiązką.

İznik, czyli starożytna Nicea, w zasadzie mnie rozczarował, tak jak z reguły rozczarowują mnie miejsca, które biorę „na pierwszy ogień”. Nie wiem, może w pierwszy dzień podróży nie mogę się jeszcze przestawić na funkcjonowanie w obcym kraju, może mój umysł nie jest jeszcze przyzwyczajony do przyjmowania tylu nowych informacji naraz. Dlatego przyjąłem żelazną zasadę: nigdy w pierwszej kolejności nie zwiedzam największych atrakcji danego kraju. Miejsca widziane pierwszego, drugiego dnia podróży przeważnie też najsłabiej pamiętam.

İznik uchodzi za największe po Stambule skupisko pamiątek bizantyjskich, lecz jego największa atrakcja, pięciokilometrowej długości mury miejskie, nie dorównuje w żaden sposób konstantynopolitańskim, a pozostałe zabytki, z bazyliką Hagia Sofia na czele, znajdują się w ruinie. Lepsze wrażenie robią miejscowe meczety, ze słynnym czternastowiecznym Zielonym Meczetem, nazwanym tak od pokrywających jego minaret zielonych (choć również czarnych i brązowych) fajansowych płytek. W XVI wieku İznik słynął z wyrobu najpiękniejszej w Imperium Osmańskim ceramiki, a to dzięki sprowadzeniu tam przez sułtana Selima I około 500 rzemieślników z Armenii lub Azerbejdżanu. Spodobał mi się również niewielki Meczet Mehmeda I Çelebiego z XV wieku. Z zabytków starożytnych warto wymienić akwedukt i teatr, ten drugi jednak przedstawia opłakany widok.

Bezsprzecznie pięknym miastem jest natomiast Bursa, pierwsza stolica Imperium Ottomańskiego. Położona na zboczach masywu Uludağ (dosł. Wielkiej Góry), obfitująca w wodę i zieleń (stąd częste określenie „Zielona Bursa”), co i rusz zaskakuje niespodziewanymi widokami na któryś ze swoich licznych osmańskich meczetów, usytuowanych z zasady na wierzchołkach wzgórz. Są to znacznie większe meczety niż te w İzniku, zbudowane w większości na planie odwróconej litery T, z charakterystycznymi dwiema dużymi kopułami. Wymienię tu zwłaszcza Zielony Meczet, Meczet Emira Sułtana i Meczet Bejazyda Błyskawicy.

Wyjątkiem od tej reguły jest halowy Wielki Meczet, Ulu Cami, stojący przy Atatürk Caddesı, głównej arterii miasta. Legenda głosi, że jego fundator, sułtan Bejazyd I Błyskawica, przyrzekł Bogu, że jeśli pokona króla Węgier Zygmunta Luksemburskiego, wybuduje dwadzieścia meczetów. Po zwycięstwie pod Nikopolis nad Dunajem w 1396 roku władca uznał jednak, że nie będzie aż takim nadużyciem, jeśli wzniesie tylko jeden meczet, za to przykryty dwudziestoma kopułami, co też uczynił. Fontanna ablucyjna znajduje się tu w gąszczu kolumn wewnątrz świątyni, co jest rzadko spotykane w architekturze islamskiej tego okresu.

Wizytówką miasta jest Zielone Mauzoleum Mehmeda I Çelebiego, wysoka ośmiokątna budowla ozdobiona z zewnątrz turkusowymi kafelkami. Ciekawa jest też cytadela, stanowiąca najstarszą, sięgającą jeszcze starożytności część Bursy, z której rozpościera się piękny widok na południowe dzielnice miasta, wznoszące się niewielkimi domkami po zboczu masywu Uludağ. U stóp cytadeli rozciąga się dzielnica handlowa z licznymi zajazdami i bazarami z epoki.
Maciek Froński
fot. Zuzia Frońska


Rozpoznanie bojem
Poezja spokoju moralnego
Przed Petrarką
Iwan Bunin. Wciąż smutno wierzę w swoje szczęście...
Efekt zimnej wody


"Eksploracje, degustacje", Pismo Folkowe, nr 1-2 (134-135)/2018
"Motywy domu i drogi w tomiku "Za wcześnie na rytuały" Barbary Janas-Dudek", Migotania, nr 1(58), 2 (59)/ 2018




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie