Maciek Froński
Między Stambułem a Ankarą - część II
Do Aizanoi dojechałem drogą biegnącą w znacznej części doliną rzeki Porsuk. Częste opady sprawiły, że mogłem cieszyć oczy widokiem soczyście zielonych łąk przemieszanych z polami koloru krwistej wołowiny. Ze współczesnej miejscowości Çavdarhisar, dokąd dociera autobus, idzie się jeszcze kilometr na zachód do bardzo ciekawych, choć nawet miłośnikom starożytności prawie zupełnie nieznanych, ruin. Cóż, żaden turystyczny szlak tędy nie biegnie. Wrażenie izolacji tego miejsca pogłębia dodatkowo wysokość (1004 m n.p.m.) i będący jej pochodną dość surowy, zwłaszcza w porównaniu z Turcją znaną z turystycznych folderów, klimat („Przez pół roku mamy tu ponad pół metra śniegu” – żalił mi się strzegący ruin strażnik). A przecież znajduje się tu najlepiej w Azji Mniejszej zachowana grecka świątynia, poświęcona Zeusowi; o dziwo, powstała dość późno, bo dopiero w 125 r n.e. Zachował się z niej w dobrym stanie portyk, prawy bok i część celli, czyli głównego pomieszczenia, a także znajdujące się pod cellą podziemne sanktuarium frygijskiej bogini płodności Kybele. Przed świątynią podziwiać możemy zdjęty akroterion, czyli zdobiący niegdyś dach element figuralny, przedstawiający kobiece popiersie, być może właśnie samej bogini, dość podobne do tego, które znajduje się w Didymie czy w stambulskim Zatopionym Pałacu.

Drugim wartym wzmianki zabytkiem jest teatr, mieszczący swego czasu siedem tysięcy widzów. Mniej może atrakcyjnym dla turysty, ale szczególnie ciekawym dla historyka obiektem są pozostałości najstarszej na świecie giełdy. Cechą, która wyróżnia Aizanoi z szeregu podobnych miejsc, jest usytuowanie na prawie bezdrzewnej i nie broniącej tym samym widoku równinie, za którą wznoszą się na horyzoncie masywy gór Karlık i Tavy. Brzegi płynącej wzdłuż ruin rzeczki Kocasu do dziś spinają dwa rzymskie mosty, z których ładniejszy jest ten położony bliżej giełdy – odcinający się wyraźną bielą od rzucających nań cień wierzb, w miejscu, gdzie rzeka tworzy małe rozlewisko pokryte wodną roślinnością. Tutejsza roślinność świetnie się komponuje z bielą kamiennych ścian i czerwienią dachów domów współczesnej tureckiej wioski. Zwłaszcza dwa bliźniacze budynki gospodarcze leżące w pewnej odległości od świątyni po prawej stronie biegnącej do teatru polnej drogi, rozdzielające zieleń pola od zieleni drzew w tle, zapadły mi na zawsze w pamięć.

Kolejnym etapem mojej podróży była starożytna Frygia. Z dwóch najciekawszych stanowisk archeologicznych związanych z Frygami – Gordion i Miasta Midasa (Midas Şehri) – wybrałem to drugie, gdyż z opisów, jakimi dysponowałem, wydało mi się krajobrazowo ciekawsze. I rzeczywiście – Miasto Midasa leży w otoczeniu urwistych, skalistych wzgórz i pięknych sosnowych lasów. Dotarcie do niego stanowi jednak poważny problem. Kazałem się wysadzić na szosie z Afyon do Eskişehir, tuż obok Kümbet, gdzie też znajdują się pozostałości frygijskiego miasta z dwoma bardzo ciekawymi grobowcami: pierwszy, wykuty w skale, ozdobiony jest reliefem przedstawiającym dwa lwy po obu stronach dzbana; na drugim, wolno stojącym, wykorzystywanym jest obecnie jako spichlerz, gniazdo uwiły sobie bociany. Stamtąd miałem jeszcze piętnaście kilometrów do miasta mitycznego króla słynącego z oślich uszu i złotego dotyku, które pokonałem po części autostopem – wziął mnie jedyny kierowca, który mnie w ogóle minął na tym odludziu – a po części, niestety znacznie większej, piechotą (a upał był tego dnia niemiłosierny). Piękne widoki i poczucie całkowitego odosobnienia w pełni mi to jednak wynagrodziły. Nazwa „miasto Midasa” jest umowna, w rzeczywistości nie wiemy, jak nazywali je Frygowie. Znajdują się tu jednak dwa potężne, choć niedokończone, grobowce skalne, z których jeden opisany jest jako należący do tego władcy. Nad nimi znajduje się akropol, którego główną atrakcją jest tzw. tron Midasa. Na szczęście okazało się, że kustosz miejscowego muzeum dorabia sobie również jako taksówkarz, dzięki czemu powrót do szosy głównej zajął mi chwilę.
Maciek Froński
fot. Zuzia Frońska


Rozpoznanie bojem
Poezja spokoju moralnego
Przed Petrarką
Iwan Bunin. Wciąż smutno wierzę w swoje szczęście...
Efekt zimnej wody


"W oparach Lewantu", Pismo Folkowe, nr 132(5)/2017




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie