Tomasz Hrynacz
Pochód konstruktów Marii Cyranowicz




1.
Czy poezja lingwistyczna, która jest wciąż żywa na współczesnej mapie poezji polskiej jest, o czym marzył niegdyś Tadeusz Peiper, „sztuką dla dwunastu”? A może ta elitarność jest piętnem tego typu poezjowania, bo do dziś, co należy podkreślić z cała powagą, nie jest ona „ukochanym dzieckiem”krytyki literackiej? Zatem, czy lingwizm to poezja „bez poezji”, czy raczej szansa dla języka poetyckiego, który w tym sensie jest w stanie odkryć nowe możliwości komunikacyjne i atrystyczne?

2.
Pytania tę jednak pozostawię bez jednocznacznej odpowiedzi, zwłaszcza że lektura nowej książki Marii Cyranowicz „Piąty element to fiksja”, takich odpowiedzi bezpośrednio nie udziela. Pewnikiem jest jednak to, że ta warszawska poetka wyznacza trudną i odpowiedzialną rolę czytelnikowi, który próbując oddać istotę poetyckiej materii ( na swój własny, prywatny użytek tego tomu) popada w wir „nowoznaczeń” i „nowobrzmień”. Wspominam o tym, ponieważ autorkę interesuje przede wszystkim a n a l i z a ( w szerokim kontekście): rzeczywistości
( i należy dodać, że chodzi o tę materialną i fizyczną, a także leksykalną i semantyczną) i języka- zarówno na poziomie wyrazu jak i zdania i wersetu.
Mówi się tu raczej o definiowaniu zastanego stanu emocjonalnego, a także możliwościach językowych, stąd strategia definicji jako klucza otwierającego „fiksję” ( co jest ważniejsze : „fikcja” czy „ja”?)- definicja, mieszcząca w sobie zarówno opis, jak i interpretację zjawiska ( foniczną, semantyczną , syntaktyczną, a nawet graficzną). Cyranowicz proponuje tendencję dobrze już znaną, choć zmodyfikowaną ( myślę tu o wykorzystaniu własnych doświadczeń poetyckich): traktuje język jako układ nie tylko współzależny, ale wręcz opozycyjny do ogólnie rozumianego pojęcia poezji. Poddaje w ten sposób pod wątpliwość koncepcję języka jako formy ekspresji podmiotu lirycznego, mimo iż w tytule graficznie wyróżnia „ja” ( fiksja). Dlatego język przestaje być możliwością-narzędziem, dzięki któremu jesteśmy w stanie opisać rzeczywistość. Poza jezykiem nie ma żadnej innej przestrzeni, on jest stanem, „początkiem i końcem” . Nie dziwi zatem fakt, że mamy tu do czynienia nie ze „spisem treści”, a „streścianem”, a tytuły poszczególnych wierszy, które są wyróżnione tylko na początku zbioru, brzmią jak pojęcia wyjęte z podręcznika do cybernetyki: „autos_merc”, analgetyka”, „xeroina” czy „urbanofilia”.
Można tu mowić o pewnym hermetyzmie, „zabawie słowem”, ale w przeciwieństwie do innych projektów lingwistycznych, ten ma wymiar pozawarsztatowy, ba, by nie powiedzieć społeczny. I to jest ta inność: porządkowanie doświadczeń poetyckich na użytek także pozajęzykowy. I jeśli nawet słowo- stało się centrum uwagi eksperymentującej poetki, to nie jest ono celem samym w sobie, ale środkiem demaskującym określone układy przestrzenne.
Dlatego między innymi warto przytoczyć istotne spostrzeżenie Edwarda Balcerzana, który zauważą, że: „Badacz-uczestnik staje się, często wbrew własnej woli, projektodawcą norm intelektualnych(...) Spełnia obcą sobie rolę krytyka literackiego(...). Modele, które opracowuje (...), stają się w odbiorze nakazami, czy kanonami estetyki. Pojęcia, które wprowadza, przybierają postać haseł programowych. R e k o n s t r u k c j a często staje się k o n s t r u k c j ą nowych faktów artystycznych.

3.
Rozbijanie słów, łączenie ich w nowe kombinacje znaczeniowe, tworzenie jednorazowych pojęć, zniekształcanie form, wykorzystanie warstwy eufonicznej tekstu czy składanie szeregu słów sugerują często nie tylko automatyczny zapis myśli, lecz również wrażenia docierające z zewnątrz. Pojawiają się także charakterystyczne elementy oniryczne- część obrazów wygląda tak, jakby była „wyłowiona” z podświadomości.
Trudno nie zgodzić się z faktem, iż w tym poetyckim słowotwórstwie Maria Cyranowicz wykazała się niezwykła inwencją twórczą. Jej najnowszy tomik uznać można za udaną kontynuację „laboratoryjnych” eksperymentów choćby Stanisława Swena Czachorowskiego czy Stanisława Młodożeńca, ale także za oryginalny popis własnych możliowości manipulacyjnych słowem.

Tomasz Hrynacz
fot. Tadeusz Szarwaryn


"Zwrot o bliskość", Kraków 1997
"Partycje oraz 20 innych wierszy miłosnych", Sopot 1999
"Rebelia", Wrocław 2001
"Prędka przędza", Szczecin 2010
"Przedmowa do 5 smaków, Szczecin 2013


Najnowsze wiersze:
"Helikopter" 11/2015
"Fraza" 3/2015
"Odra" 12/2015
"Twórczość" 12/2015
"Topos" 6/12




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie