Tomasz Hrynacz
Pojedynek o wszystko, czyli Sośnicki w drodze do Pana Boga... (cz.I)
Sośnicki. To nazwisko jednoznacznie kojarzy się z poznańskim poetą- Dariuszem Sośnickim, byłym redaktorem legendarnego dwutygodnika literackiego „Nowy Nurt”, autorem kilku tomów wierszy, z których ostatni nosi tytuł „Symetria”. Ale nie o poecie będzie mowa, nie o wierszach będziemy rozprawiać, ale o prozie, o arcyciekawej debiutanckiej powieści Sośnickiego Mirosława ( rocznik’ 53), zatytułowanej „Wzgórze Pana Boga”.
Tomek Tryzna dowodzi w swojej nocie, z czym się zresztą nie zgadzam, że w swoich poczynaniach artystycznych ( Mirosław Sośnicki, przyp. mój T.H..) nie miał jakoś szczęścia. Nie podpisuję się pod tym stwierdzeniem, ponieważ debiutancka książka tego pisarza, co oznajmię już na samym początku, by Państwo nie miało wątpliwości, w którym kierunku zmierza ta recenzja, jest utworem ważnym i wybitnym ( nie tylko jak na debiutanta), i życzę każdemu pisarzowi, aby posiadał w swoim dorobku twórczym choć jedną, tak dobrą, powieść. Sośnicki już tego dokonał, a więc może uznać się za pisarza spełnionego, który napisał dzieło swojego życia. Dlaczego zatem piszę o kimś, że jest ważny, a kto w środowisku literackim nie jest do końca rozpoznawany? Odpowiedź jest jedna, ponieważ sam autor nigdy o takie względy nie zabiegał. Owszem, kilkanaście lat temu popełnił powieść o dosyć enigmatycznym tytule „Podejrzany, porucznik, śmierć”, która była już przygotowywana do druku w „Czytelniku”, zebrała nawet pochlebne wewnętrzne recenzje, ale nigdy nie została opublikowana. Sośnicki jest także autorem kilku sztuk teatralnych, z których jedna- „Foks” została wyróżniona w konkursie Ateneum, ale nie zagościła na deskach żadnego z teatrów. Napisał także dwa scenariusze filmowe- „Sunia” i „Siostrzyczki” i choć zakupiła je telewizja, a i kilku reżyserów przymierzało się do adaptacji, nigdy nie powstały jako obrazy filmowe. I tak z całego dorobku literackiego ocalało jedno opowiadanie, „Manifest optymistyczny”, wydrukowane w „Odrze” w roku 1985.
Ale sam autor jest jak Janus, staroitalskie bóstwo biegu słońca, człowiek o czterech twarzach: bo oto mamy przed sobą działacza i społecznika, redaktora i wydawcę, gracza na giełdzie i posła na sejm, fascynata szachów i w końcu pisarza.
„Wzgórze Pana Boga”. Bardzo sugestywny tytuł, patetyczny, ale przede wszystkim wieloznaczny. Długo zastanawiałem się, co mieści w sobie ta opowieść, co ukrywa się pod tym otwierającym historię wstępnym zapisem. I oto już na początku stajemy oko w oko z tajemnicą, niewyjaśnioną zagadką: „Dlaczego syn nie wrócił na noc?”, która w konsekwencji przybierze formę tragicznej prawdy. Umiera dorastający syn. Wszystko wskazuje na samobójstwo. Tylko dlaczego? Nikt nie wierzy, iż Michał mógłby zdecydować się na tak desperacki krok, a już na pewno ojciec, główny bohater książki, którego Sośnicki nazywa po prostu (aż!?) Człowiek. I od tego momentu rozpoczyna się przejmująca historia- i nie tylko w sensie fabularnym, bo to jest kwestia drugorzędna, a raczej w sensie duchowym. Jak żyć, jak pogodzić się z „nową” rzeczywistością, dlaczego „ja”, „my”, dlaczego los nas doświadczył taką tragedią. Mnożą się wątpliwości i pytania. O sens życia, o wartości, w końcu o Boga. Bohater rozdarty między bólem życia a jego dalszym sensem zaczyna poszukiwać w rozważaniu Słowa Bożego źródeł nadziei, lepszego jutra. Prawda o Bożym wcieleniu, Jego planie stanowi odtąd źródło życia Człowieka. Dopowiedzmy: życia, które zmienia się diametralnie; począwszy od nawyków, przyzwyczajeń, po metamorfozę wewnętrzną. Jest rodzina, są bliscy, dla których też trzeba i warto żyć. Nie wolno zaniedbać żadnej chwili, bowiem każda może być ostatnią. Rozpoczyna się zatem poszukiwanie teologicznej głębi: w modlitwie, mszy świętej, w świeckim zakonie karmelitów bosych. Odtąd Człowiek tęskni za czymś wielkim i wzniosłym, za Dobrem i Prawdą. Buduje dom i adoptuje dziecko. W ten sposób rozpoczyna się pojedynek o wszystko- o nawrócenie. Słusznie zauważa Jacek Bolewski, że to świadectwo budzi wiarę w sens ofiary, dzięki której oczyszcza się miłość, a życie staje się pełne, błogosławione...
W tej opowieści pulsuje wyraźnie augustyński niepokój serca, które poszukuje oparcia. Tą „pomocną dłonią”, ale i antidotum jest Bóg. Proszę mnie jednak dobrze zrozumieć, nie należy w tej historii doszukiwać się moralistyki, Sośnicki nie wyznacza nikomu drogi, którą powinien kroczyć. On jedynie podpowiada, że w sferze sacrum, w budującej opiece Kościoła można znaleźć sens życia i jego cel. Pisarz wyraża także prawdę o dramacie ludzkiego losu, uczy żyć w świecie rozdartym między rozpaczą ojcowską i nadzieją. W tych poszukiwaniach widać wyraźnie augustyńskie rozdarcie, w którym trwa walka między złem a dobrem świata, podkreślmy raz jeszcze- walka o wszystko.
Tomasz Hrynacz
fot. Tadeusz Szarwaryn


"Zwrot o bliskość", Kraków 1997
"Partycje oraz 20 innych wierszy miłosnych", Sopot 1999
"Rebelia", Wrocław 2001
"Prędka przędza", Szczecin 2010
"Przedmowa do 5 smaków, Szczecin 2013


Najnowsze wiersze:
"Helikopter" 11/2015
"Fraza" 3/2015
"Odra" 12/2015
"Twórczość" 12/2015
"Topos" 6/12




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie