Maciek Froński
Jak cieśla z Mikuszowic (Jakub Winiarski)
1.
Z notki na końcu tomiku dowiadujemy się – co przepisuję dla tych, którzy ze znakomitą poezją Maćka Frońskiego wcześniej się nie zetknęli – że autor "Poezji Spokoju Moralnego" to "sowizdrzał z Mikołowa", ale też poeta i tłumacz, głównie poezji angielskiej, rosyjskiej i włoskiej, a także irlandzkich pieśni folkowych. Z zawodu prawnik. Ale zna się też na archeologii śródziemnomorskiej, prawie międzynarodowym i turystyce. Motto do "Poezji Spokoju Moralnego" to słowa Pawła V Borghese: "Malarzom i poetom wszystko wolno. Musimy znosić tych wielkich ludzi, ponieważ nadmiar przeżyć duchowych, który czyni ich wielkimi, prowadzi również do tak dziwnego zachowania." Tyle informacji wstępnych.

2.
Maciek Froński – przejdę od razu do sedna – jest niczym ten niezwykły cieśla miejski z krakowskiej części Mikuszowic, Piotr Piotrowski, którego poeta uwiecznił w liryku "Cieśla", pisząc: "Drewno kochało jego dotyk / I poddawało mu się z wiarą, / I w dupie miał, że tworzył gotyk, / Choć tak w ogóle był już barok." Froński rymuje, bawi się formami klasycznymi. Ale Froński jest również bardzo wyczulony na to, co współczesne, w jego języku, jeśli już zjawia się archaizm, to tylko z góry obśmiany, bądź spuentowany wyraźnym puszczeniem oka do czytelnika. Jest w lirykach Frońskiego energia, jaką popisywali się swego czasu Tuwim, Wierzyński, Gałczyński, a z autorów żyjących twórcy tacy, jak Jacek Podsiadło i Zbigniew Machej. Te wiersze kipią słowami, te wiersze, pisane częstokroć wyraźnie dla zabawy, do zabawy wciągają i zapraszają. Bohater liryczny Frońskiego, czy raczej: bohaterowie liryczni "Poezji Spokoju Moralnego", to postacie, których cechą wspólną i wyróżnikiem zdaje się być nadmiar sił witalnych, objawiający się erupcjami słów, małymi i większymi gejzerami świetnego humoru. Pierwszy w książce jest jednak liryk "Jestem taki słaby i co robić – nie wiem", jeden z poważniejszych w zbiorze i zaczynający się obrazem takim: "Odkąd żyję samotnie, wszystko jest inaczej: / Nikt nie myje podłogi, nikt nie zmywa naczyń, / Ubikacja zatkana, w kuchni kran zepsuty, / Po przedpokoju brudne walają się buty, / Kosz pełny... Mam już dosyć mieszkania w tym chlewie, / Lecz jestem taki słaby i co robić – nie wiem." Zaskakujące to wyznanie bohatera lirycznego "Poezji Spokoju Moralnego", który dalej, w kolejnych utworach od tego typu wyznań ucieka, łapie dystans, woli zamienić wszystko w żart i błazenadę. Zresztą i ten liryk, kiedy przyjrzeć mu się uważniej nie tyle wpisuje się w pewien poetycki topos przeżywania smutku, splinu i osłabiającej rozpaczy, ile raczej stara się z tego toposu wypisać, odejść od niego poprzez zwrócenie uwagi na banalność kontekstu, w jakim takie smutki, spliny i rozpacze powstają. I, jak gdyby Froński chciał podkreślić, że z tym "nie wiem" to on jednak żartował, zaraz następny wiersz w zbiorze jest nie dość, że popisem wiedzy – i to w dziedzinie spraw do rozwikłania najtrudniejszych, bo czystości moralnej tyczących – to jest jeszcze finezyjnie rymowanym i z bardzo udanie wkomponowanymi błędami językowymi wykładem "O prawdziwej czystości".

3.
Cechą szczególną "Poezji Spokoju Moralnego" jest rozbudowana gra z tradycją, którą Froński traktuje z iście barbarzyńska dezynwolturą, najwyraźniej wychodząc z założenia, że tradycja jest po to, by ją zgnębić, przeinaczyć, a wreszcie podać czytelnikowi spreparowaną tak, że ten, kto czyta, nie może być do końca pewien, czy i z niego autor przypadkiem sobie nie żartuje. To możliwe. Łatwo to jednak Frońskiemu wybaczyć, bo i samego siebie traktuje on nielekko. Weźmy choćby taki liryk jak "W cieniu wiekowych pinii", wiersz niby klasycystyczny, przeładowany szczegółami mitologicznymi obraz (gdzie satyr, najada, źródełko, i tytułowe "wiekowe pinie") puentuje rozpaczliwy, ale przecież też jakoś tam śmieszny okrzyk: "Jakież to arkadyjskie! Jakież to urocze! / Chciałbym tak godzinami! Nie potrafię... Gówno!" Zabiegi mające na celu ośmieszenie pewnych stylistyk widać także dobrze na przykładzie wiersza Frońskiego "Bełkot". To utwór, w którym mamy i Mickiewiczowskie "mędrca szkiełko" i Norwida przywołujący dwuwers: "Bo jestem z kraju nędznego tułaczy – / Jak pisał Norwid (chyba że coś pieprzę)"; a także Słowackiego w końcówce, gdzie pisze Froński: "Cieszyć to tylko Marię Janion może, / Mnie nieszczególnie... Tak mi smutno, Boże...". Całość jednak, jak powiedział Maciek Froński w wywiadzie, jaki z nim przy okazji ukazania się "Poezji Spokoju Moralnego" przeprowadziłem wyśmiewa „właśnie taki sposób wypowiedzi i takie tematy! To są owoce z zatrutego drzewa! Stąd też i sam tytuł utworu – "Bełkot"." W tym samym wywiadzie powiedział tez Froński o romantyzmie: "Nasza wielka poezja romantyczna to w znacznej mierze bełkot, bredzenie w malignie. Wiesz choćby, co to znaczy "czterdzieści i cztery"? 40,4°C. Przy takiej gorączce kolega Adam powinien był odpuścić sobie pisanie." Wróćmy jednak do książki.

4.
Czegóż tu nie ma – muszę powtórzyć swoje pełne zdrowej zazdrości westchnienie, którym wcześniej już przywitałem debiutanckie "Rozpoznanie bojem" Frońskiego. Oto osuwająca się jakże zgrabnie w żart i satyrę „Fantazja erotyczna (niestety niespełniona, bo dziewczyna nie chciała)”, zaczynająca się od: "Gdybym choć raz mógł pieścić jej mocne ramiona, / miałbym pewność, że odtąd będzie tylko ona" i kończący ekstatycznym i przerażającym zarazem: "A gdyby mnie ścisnęła potężnymi nogi... / Jezusie drogi!!!" Oto "Sponsor" – żartobliwy liryk, w którym bohater liryczny Frońskiego sugeruje, że mógłby się trochę odchamić, gdyby tylko miał na to fundusze ("forsę"). Mamy tu również groteskę "Saddam w raju", w której Saddam Husejn po egzekucji trafia do obiecywanego przez "Koran" raju w objęcia hurys-przelasek i tak sobie z tych, co go osądzili, dworuje: "Super! Super! Raj! Dzięki! Dzięki, ludzie mali, / coście mnie obalili, a potem skazali, / Skrzywdziłem was, nie wiedząc, jak bardzo się mylę: / Wyście nie są skurwiele, wyście są debile!" Dostało się również pięknym paniom, które poeta-żartowniś zechciał uwiecznić w satyrze na poezję kobiecą o brawurowym tytule: "O zniewól mnie, zniewól! Poezja kobieca". Maciek Froński, wykpiwający zapędy naszych wieszczów, nie gardzi typowym dla romantyków sztafażem profetycznym, który u niego przybiera formę profetyczno-błazeńską. Mamy więc "Widzenie xiędza Maćka. Poemat katastroficzny" i wersy takie: "Tak się w odległej przyszłości stanie: / Świat opanują wegetarianie / I nikt już jadał nie będzie mięsa, / ni kawałeczka małego kęsa!" Jest także w "Poezji Spokoju Moralnego" krótki liryk "Ay", tekst przemyślnie stylizowany i odwołujący się do poetyki Francois Villona (w wersji Boya-Żeleńskiego): "Dlaczegóż innych przypadkowe laski / W cień zapraszaią życia swego drzewa? / Mię żadna takiey nie uczyni łaski, / Każda, ale to każda, mię olewa. // Nieszczęsnym przeto i znękanym srodze, / I choć z godnością ból ten znoszę skrycie, / Chyba zakończę swoie smutne życie, / Od ziemskich pokus wreszcie się odgrodzę." A to wszystko to jeszcze nie koniec.

5.
W autoironicznym "Ogierze" czytamy na początku: "Przekuję na kowadle kaleką swą naturę, / Uszyję sobie grubą, nieprzepuszczalną skórę". I na końcu: "Do żył kwasoodpornych wpompuję wrzącą krew, / Bo teraz będę ogier, bo teraz będę lew!" I znowu pojawia się pytanie: żarty to jedynie, czy wyraz głębszych pragnień, a może i jakie zwierzenie poważne? Trudno dociec. Tak samo jak trudno dociec, czy żartem tylko jest brawurowa "Wilanella turysty górskiego" z finalnym czterowierszem: "Już, już myślałem, że sięgnąłem Nieba / I że za nogi uchwyciłem Boga... / Ćwierć kostki masła, tego mi potrzeba, / miałem w plecaku, lecz ktoś mi zajebał." Sam Froński w przywoływanym tu już wywiadzie mówi o swojej liryce tak: Moje wiersze często mają drugie, a nawet i trzecie dno (...). Nawet na poziomie podstawowym powinny one zaciekawić czytelnika, ale idealny czytelnik rozpozna wszystkie aluzje i kryptocytaty. Więcej nie powiem, żeby nie psuć zabawy (śmiech)."


6.
Ostatni liryk w tym zbiorze, to "Harakiri Yukio Mishimy": "Co w ręku trzyma / Yukio Mishima? / Miecz samuraja? / Przejaja!" I końcówka: "Już krwią zbryzgana cała komnata! // Ale on na to nie zważa wcale, / zaciska zęby i pruje dalej, / swoich wnętrzności rozwiera gardziel!... // Twardziel!" Czy chciał, takim akcentem kończąc swoją książkę, powiedzieć swoim czytelnikom Maciek Froński, że on gwiżdże na takie gesty? Czy wręcz przeciwnie: samobójstwo a la Mishima wydaje się autorowi "Rozpoznania bojem" gestem chwalebnym i godnym docenienia. Ciekawe, czy ktoś ma w tej sprawie wątpliwości?

Maciek Froński, "Poezja Spokoju Moralnego", KOLORY, Kraków 2008.
Maciek Froński
fot. Zuzia Frońska


Rozpoznanie bojem
Poezja spokoju moralnego
Przed Petrarką
Iwan Bunin. Wciąż smutno wierzę w swoje szczęście...
Efekt zimnej wody


"Eksploracje, degustacje", Pismo Folkowe, nr 1-2 (134-135)/2018
"Motywy domu i drogi w tomiku "Za wcześnie na rytuały" Barbary Janas-Dudek", Migotania, nr 1(58), 2 (59)/ 2018




Hosted by Onyx Sp. z o. o. Copyright © 2007 - 2018  Fundacja Literatury w Internecie